O tym, jakim sposobem zyskałam godzinę tygodniowo dla siebie! :D

Bycie mamą to zdecydowanie najwspanialsza rola w moim życiu, ale nie ma się co oszukiwać, że życie płynie spokojnie i jest usłane tysiącem róż 🙂 Każdy z nas chyba wie, jak zajmujące są maluchy niekiedy 24h na dobę, gdy nawet w nocy potrzebują naszej obecności koniecznie z otwartymi oczami. Rano wiele z nas ledwo otwiera oczy, a tutaj nie ma zmiłuj, bo trzeba zrobić śniadanie, zakupy i tysiąc innych rzeczy – ale Wy to przecież wszystko wiecie i doskonale rozumiecie… 🙂

Tak samo jak mam swoje ulubione zajęcia domowe, mam też takie, za którymi delikatnie mówiąc nie przepadam, choć myślę, że to zbyt subtelne określenie. Kocham gotować, lubię odkurzać i wycierać podłogi, mieć zawsze czysto w kuchni i lubię mieć zawsze pusty kosz na pranie, ale niestety składanie i PRASOWANIE tych ogromnych stert ciuchów należy chyba do TOP3 najbardziej znienawidzonych przeze mnie czynności domowych. Zapewne codzienne poświęcenie 20-30 minut byłoby lepszym sposobem na poradzenie sobie z wiecznie zalegającymi ubraniami czekającymi na swoją kolej do wyprasowania, ale ja tak bardzo tego nie lubiłam i czekałam, aż ubrania same zaczną wychodzić z kosza, a na dodatek w szafach świeciły pustki. Wtedy dopiero zabierałam się do roboty i sterczałam nad tą nieszczęsną deską do prasowania przez średnio 2,5 godziny! Obłęd.

Od mojej znajomej na jednym z ‚insta-spotkań’ usłyszałam o generatorze pary. Zachwytów nie było końca, a ja wtedy nie do końca rozumiałam, jak można się tak jarać żelazkiem? 🙂 O.K. powiem to. MOŻNA!

Do mnie, jako do mamy dwóch małych przedszkolaków, przemówił fakt, że generator pary usuwa do 99,999% bakterii i dogłębnie oczyszcza tkaniny. Wysoka temperatura pary sprawia, że zniszczone zostają drobnoustroje kurzu domowego, bakterie i grzyby, które nie zostają w 100% zniszczone podczas prania (zostało to udowodnione badaniami). Zależało mi też na tym, aby prasowanie było po prostu szybsze, abym nie musiała prasować każdej koszulki po 2 razy z każdej strony, bo powstawały zagniecenia.

Wszystko zmieniło się w chwili, gdy kurier przywiózł pod moje drzwi generator pary Laurastar Lift Plus. Odpaliłam urządzenie i potrzebowałam chwili, aby je zrozumieć i docenić. Gdy to już się stało… przepadłam! Przepadłam na tyle, że po wyprasowaniu wszystkich ubrań z pralni, zaczęłam wyjmować z szafy wszystkie moje wymięte letnie sukienki i po prostu nadałam im drugie życie 😀 Prasowanie w końcu przestało być dla mnie udręką. Mogę prasować bluzki tylko z jednej strony i dzieje się magia, bo okazuje się nagle, że koszulka jest wyprasowana już z drugiej strony i to bez żadnych zagnieceń.

Zrobiłam test i jak wspominałam wyżej, wyprasowanie całej sterty ubrań tradycyjnym żelazkiem zajmowało mi średnio 2,5 godziny, natomiast wyprasowanie takiej samej (chociaż chyba nawet i większej) ilości ubrań przy użyciu generatora pary zajęło mi dokładnie 1,35! Bez stresu, bez zagnieceń, szybko i przyjemnie.

Tym sposobem zyskałam godzinkę tygodniowo tylko dla siebie… 🙂

 

 

 

 

 

No Comments Yet

Zostaw Komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.