Baby Blues? Nie jesteś sama! <3

Do opisania mojej historii związanej z Baby Bluesem zachęciłyście mnie Wy, po opublikowaniu przez Weronikę na jej blogu wywiadu ze mną, w którym przyznałam, że temat ten nie jest mi obcy. Dosłownie zasypałyście moją skrzynkę wiadomościami, opisując Wasze historie, albo zadając mi dodatkowe pytania. Nie chcę odpowiadać w biegu, połówkowo, dlatego powstał ten wpis. Całą naszą rozmowę przeczytacie TUTAJ.

Uczeni mówią, że Baby Blues pojawia się 5-6 dnia po porodzie i dotyka nawet 80% z nas. Znaczne pogorszenie samopoczucia trwa kilka/kilkanaście dni. W takim razie ja opiszę dzisiaj nazwijmy to „smutek poporodowy”, czyli coś, co towarzyszyło mi przez kilka miesięcy.

Zastanawiam się, czy miałaś w ciąży nieco wyimaginowany obraz tego, jak będzie wyglądało Twoje życie po urodzeniu dziecka? Myślałaś, że nic się nie zmieni, że kolki i nieprzespane noce nie będą Ciebie dotyczyć? Myślałaś, że to tylko malutka istotka, która przecież nie może być trudna w obsłudze? Ja tak myślałam podczas pierwszej ciąży. Byłam przekonana, że w moim życiu absolutnie nic się nie zmieni, a moje życie jako mamy, będzie usłane pieprzonymi różowymi różami. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że taka mała, słodka istotka może tak bardzo dać w kość.

Mój pierwszy syn, Michał, pokazał mi dopiero, kto tak naprawdę w naszym domu rządzi. Miał kolki, płakał czasem ciągiem przez 1-2 godziny, a ja z bezradności razem z nim. Drzemki w ciągu dnia? Oh, za dużo oczekiwałam! Długie spacery też nie wchodziły w grę, bo wózek mego syna parzył, a te z Was, które są z nami od kilku lat zapewne pamiętają moje gorzkie żale, gdy pisałam, że każdej nocy mój mały człowiek budzi się po 6 razy, czasem 7, a jak miał gorszą noc to 9. Każda z Was, której życie przez pewien czas tak wyglądało bądź wygląda teraz wie, że to prawdziwy sprawdzian dla związku i nauka naszej cierpliwości i miłości. Jednak mimo tego, że byłam potwornie zmęczona i marzyłam o chociaż jednym spokojnym dniu, byłam radosna i szczęśliwa.

Gdy urodził się mój drugi syn, w marcu 2017 roku, starszy miał 22 miesiące. Mimo, że noworodek był całkowitym przeciwieństwem swojego starszego brata (nie miał kolek, ładnie spał, uwielbiał spacery w wózku, w ogóle nie płakał, był ciągle uśmiechnięty), to ja właśnie wtedy poznałam, czym jest Baby Blues, który trwał w nieskończoność.

Zaczęło się dość niewinnie, kilka dni po porodzie. Wtedy winę za moje paskudne samopoczucie zwalałam na mój ciężki stan poporodowy (miałam poważny krwotok po porodzie i nabawiłam się anemii, z którą walczyłam tygodniami, byłam blada jak ściana, ciągle kręciło mi się w głowie). Po powrocie do domu na pierwszy rzut oka wszystko było O.K. Moje przygnębienie zaczynało się najczęściej wieczorem, gdy w natłoku myśli zastanawiałam się, czy aby na pewno jestem dobrą mamą? Czy okazuję dzieciom wystarczająco dużo miłości? Czy aby na pewno tulimy się tyle czasu, ile tego potrzebują? A może za mało czasu im poświęcam? Może Michaś czuje się odrzucony? TAK! Wtedy myślałam, że 24 godziny razem to za mało.

Pamiętam, że doszłam wtedy do takiego etapu w swoim życiu, gdy każdy mój wieczór kończył się pod kocem i ze łzami. Byłam bardzo smutna, nerwowa, strach czasem było do mnie podejść. Nie jadałam wtedy kolacji, bo po prostu w takim stanie nie miałam apetytu. Wahania nastroju to była totalna karuzela, bo o godzinie 19:00 mogłam tryskać energią, uśmiechać się, a o 20:00 płakać w poduszkę przypisując sobie absolutnie wszystkie negatywne cechy. Myślałam wtedy, że muszę mieć problemy z tarczycą, bo przecież zdrowa kobieta, mama, żona, tak się nie zachowuje. Gdy badania wyszły w normie, zaczęłam szukać informacji w Internecie, przeczytałam sporo podobnych do mojej historii, dołączyłam do grupy wsparcia na Facebooku, gdzie miałam okazje porozmawiać z dziewczynami borykającymi się z podobnymi problemami jak Ja (chciałam Wam podlinkować grupę, ale już jej nie ma, albo zmieniono nazwę). I tym sposobem zrozumiałam, że nie jestem sama. Moje wahania nastroju towarzyszyły mi przez wiele, wiele tygodni. Czasem naprawdę miałam już wszystkiego dosyć, bo myślałam, że to nigdy się nie skończy…

Dzisiaj wiem, że Baby Blues dotyka wiele kobiet po porodzie, ale wciąż zastanawiam się nad tym DLACZEGO JEST TO TEMAT O KTÓRYM TAK MAŁO SIĘ MÓWI?

Jak poradzić sobie ze smutkiem poporodowym?

1. PARTNERSTWO

Jak słyszę pytanie, czy mój mąż mi w domu POMAGA to krew mnie zalewa! Jakie „pomaga”?! To nasz wspólny dom, wspólny obowiązek! Tak więc, Droga Mamo… Zaangażuj swoją drugą połówkę w prowadzenie domu. Niech tym razem to mąż poodkurza, pozmywa i pójdzie na zakupy. Nie musisz wszystkiego robić sama. Być może mąż czy niemąż nie poda dziecku piersi, ale wykąpać malca już może. Pozbądź się myśli, że sama wszystko robisz NAJ. Pozwól się odciążyć z codziennych obowiązków.

2. WSPARCIE PSYCHICZNE

Wygadaj się! Nie od dzisiaj wiadomo, że rozmowa z drugim człowiekiem i „wyrzucenie” z siebie wszystkich trapiących myśli i uczuć działa oczyszczająco. Jeśli nie masz wsparcia w partnerze, który nie do końca rozumie co siedzi w Twojej głowie, spróbuj porozmawiać z przyjaciółką. Ja osobiście znalazłam wsparcie zarówno w mojej Przyjaciółce jak i na wcześniej wspomnianej grupie wsparcia na Facebooku. Nikt tak bardzo nie zrozumie Cię tak jak matka, która przeżyła to samo.

3. CHWILA DLA SIEBIE

Wiem, że może być to trudne do zrealizowania na co dzień, ale też wiem, że nie jest to nierealne. 15-minutowy spacer czy ciepła kąpiel w absolutnej ciszy pomaga złapać oddech. Znajdź swój złoty środek, coś, co Cię relaksuje. Wyjdź czasem do ludzi, umów spotkanie z siostrą, bratem czy przyjaciółką. Umówienie spotkania zmotywuje Cię do tego, aby uczesać włosy, zrzucić z siebie zalany mlekiem t-shirt czy pomalować rzęsy sprawiając, że od samego spojrzenia w lustro zrobi się przyjemniej.

4. RUCH

Ćwiczenia sprawiają, że wzrasta poziom endorfin w naszym ciele, a uwierzcie mi, że te niepozorne „endorfinki” potrafią zdziałać cuda! Ja ćwiczyłam z Ewą Chodakowską i MelB, ale na youtube znajdziecie mnóstwo różnych programów treningowych. Polecam bardzo – sprawdziłam to na sobie! Ćwiczyłam wtedy, gdy mały miał drzemkę, albo, gdy mój mąż był w domu. I mimo, że najczęściej mi się totalnie nie chciało, po wykonaniu ćwiczeń byłam z siebie niesamowicie dumna.

Drogie mamy! Chciałabym Was wszystkie mocno przytulić i powiedzieć absolutnie szczerze, że wiem, że nie jest łatwo i kolorowo, ale TO MINIE! Być może właśnie Ciebie, właśnie TERAZ to wszystko przerasta. Ale pamiętaj – nie jesteś sama, nie bądź sama! Nas – mam takich jak Ty, jest tutaj mnóstwo. I każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego dziecka, jaką tylko może być.

Wspierajmy się! Nie hejtujmy! Nie obgadujmy! Nie oceniajmy! Bądźmy dla siebie w tym wirtualnym świecie oparciem.

xo, Viola

30 komentarzy
  1. Dziękuję Ci za ten wpis. Teraz przynajmniej wiem, że wszystko ze mną jest ok, no i mam nadzieje, że kiedys bedzie lzej..

  2. Ja przeżyłam depresje po porodzie i miałam prawie rok wycięty z życia…nie można bać prosic sie o pomoc!!

  3. Czasami może sie wydawac ze dana osoba „ma wszystko” prace, dom, kase, zdrowe dzieci super męża a ona moze czuc sie nieszczesliwa. Baby blues nie wybiera i to nie jest jakieś „inni maja prawdziwe problemy”… to jest niestety prawdziwy swiat i realny problem o ktorym warto mowić aby wiedziec jak go pokonać.
    Nawet bez baby blusa kazda z nas powinna wiedzieć ze macierzynstwo chociaz piekne jest trudne i czasami ma sie swojego dziecka totalnie dość (chociaż nie kazdy odważy się to powiedzieć). Na szczescie po deszczu zawsze wychodzi slonce a miłość zwycięża ZAWSZE 🙂

  4. Szkoda tylko, że na insta przedstawialas swój idealny obraz. Zawsze uśmiechnięta, dzieci zawsze szczęśliwe, pięknie ubrane. Jakoś ciężko mi to przyjąć, że tak było u Ciebie na prawdę skoro obraz był zupełnie inny. Ja w podobnym okresie urodziłam co Ty, i właśnie te idealne wpisy mnie jeszcze bardziej dolowaly, bo miałam wrażenie że tylko ja jestem taka beznadziejna, a inne matki z dwójką dzieci idealne.

    1. Dziwie się, że taki komentarz się pojawił. Po pierwsze: wtedy nie było takiej otwartości na Instagramie, nie było InstaStories na którym można pokazać więcej niż 1 zdjęcie z krótkim opisem i urządzić sobie pogawędkę. Uśmiech na zdjęciu? A cóż w tym dziwnego? Rozumiem, że Ty na żadnym zdjęciu nigdy nie jesteś uśmiechnięta? Wpis jest rozwinięciem mojej rozmowy z Weroniką, gdybys przeczytała to myśle, że komentarz byś odpuściła. Poza tym już wtedy nie raz i nie dwa wylewałam swoje gorzkie żale pod zdjęciami piszac, ze młody co chwile się budzi, ze na spacerze tez nie jest fajnie. Skoro tylko jednk zdjęcie na którym były czyte, uśmiechnięte dzieci i uśmiechnięta mama były dla Ciebie powodem do oceniania, ze całe moje życie jest IDEALNE to nawet trochę przykro mi się robi. Miej umysł otwarty, i nie wyciągaj pochopnych wnioskow. To internet.

      1. A ja się nie dziwie ze ten komentarz się pojawił i doskonale rozumiem autorkę. Bo kiedyś rzeczywiście dodawałas idealne zdjęcia , trochę ponarzekalas ale bardziej tak żartobliwie. Dopiero jak teraz przyszła moda na insta na szczerość to nagle dużo mamusiek przyznaje jak to miały wtedy źle. Jasne ze można dodać piękne zdjecie ale niech chociaż opis rzeczywistości będzie szczery.

        1. Moje opisy zawsze były szczere. Był gorszy dzień, pisałam o tym. Był lepszy, tez pisałam. Dziewczyny błagam Was. Opisałam Wam moja historie, bo mam nadzieje, ze choć jedna z Was poczuje, że nie jest z tym sama.

  5. Super wpis! Potrzeba takiej szczerosci w tym wirtualnym swiecie ❤ mnie tez to spotkalo i jedno Ci napisze – Wygralysmy

  6. Pięknie napisane. Ja niestety zmagam się z nią do dziś…Czytając Twój wpis moja kochana wiem , ze mając obok siebie wspaniałego męża i cudowne dzieci dam radę. To wymaga czasu i walki z samym sobą! Ale wiem , ze warto , bo życie mamy jedno ❤️ Ściskam Twoja S.

    1. Mega się cieszę, że tak się u Was wszystko pięknie ulozylo!!! <3 Pamietam, gdy było ciężko. Co nas nie zabije to nas wzmocni <3

  7. Ja powiem szczerze, że nie pamiętam tego okresu. Najbardziej doskwieral mi polog, reszta zeszła na dalszy plan. Amelia miała kolki od 2 miesiąca i płakała na prawie wszystko, noce były mega ciężkie pamiętam jak chodziłam z nią po mieszkaniu i opowiadałam co będziemy robić rano jak wstaniemy. Wtedy była jakaś spokojniejsza, mój chodził do pracy na 4 więc starałam się go odciążyć. Na szczęście przetrwalismy ten czas teraz jesteśmy silniejsi.

  8. A co kiedy taką „mądra paplaninę” masz w głębokim poważaniu bo mimo tylu słów wsparcia i świadomości że nie jesteś z tym sama wciąż wcale nie jest Ci lżej? Mój syn mial 2 lata a ja z pozoru może nie groźnego baby blues nabawiłam się głębokiej depresji bo przecież nie dałam sobie powiedzieć że hormony poporodowe i cała ta nowa sytuacja jest przyczyną mojego stanu zdrowia psychicznego bo fizyczne jest ok. Że niby ja i baby blues? No co wy! Pff nigdy w życiu! Każda tylko nie ja! A jednak … Mój syn i mój mąż w najgorszym momencie byli moimi najgorszymi wrogami , doprowadziłam się do stanu w którym nie potrafiłam wykrzesać z siebie odrobiny uczucia a przecież byłam (jestem) mamą i dziecko potrzebowalo mamy, mąż żony … Zdrowej! Światełko się nad głową zaświeciło kiedy zaczęłam mieć myśli samobójcze… Zostałam sama przez siebie zmuszona do terapii u psychologa gdzie ten pokierował mnie do psychiatry…. Tak, doprowadziłam do tego że mój organizmu bez wsparcia leków nie był w stanie sobie poradzić dobrze funkcjonować w patrzę z umysłem. Leki trochę rozjaśniły umysł co spowodowało lawinę zmian. Zmiana diety, trybu życia, nastawienia do sytuacji pod górkę. Syn ma teraz 3 lata a ja każdego dnia staram mu się wynagrodzić brak mamy (ja to tak widziałam bo w odbiorze innych mimo wszystko byłam cudowną mama heh ..) kocham go i rękami nogami bronie się przed demonami dnia codziennego by już więcej mnie to nie dopadło. Warto o tym mówić chociaż niekiedy może być wstyd … Ale to nie wstyd czuć się bezsilnym i bezradnym , wstyd to nic z tym nie robić i tkwić w przekonaniu że nie ma szans na zmiany oczywiście te pozytywne.

    1. Bardzo podoba mi się zakończenie i Twoje wnioski. Jest mi przykro, że depresja Cię dopadła, ale uważam, że to, że sama uznalas, że potrzebujesz pomocy jest godne podziwu! Brawo Ty. Całuje Was mocno i kibicuje!

  9. Moja pierwsza córka spała książkowo, budziła się na butle i zasypiala odrazu lub chwilę noszona. Teraz mam 6 tyg córe i daje mi w kość swoim częstym płaczem. Nie są to kolki ale jest dzieckiem nieodkładalnym, cały czas na rękach. Widzę że ma problemy z zasypianiem, czasami już nie wiem co mam robić, w wózku źle, na rękach źle, chodzenie, siedzenie, bujanie. Od kilku dni czuje się dziwnie, chce mi się płakać, nie czuje euforii jak przy pierwszym dziecku. Dodatkowo dochodzą wyrzuty sumienia bo nie mam już tyle czasu dla starszej, każę jej być cicho bo młoda śpi. Mam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść.

  10. Świetny wpis! Nasz związek niestety nie przetrwał. Rodziców nie mam, teściowa nigdy nie okazywała chęci pomocy, mąż sobie nie radził i ze wszystkim bylam sama. Dałam radę, nasz związek juz nie. Cieszę się, że u Ciebie jest już dobrze. Mocno Wam kibicuje w dalszym spełnianiu marzeń. Pozdrawiam

  11. Mam 15miesieczna corke ktora do dzisiaj budzi sie w nocy kilka razy Czadami mam ochote walic glowa o sciane. Moze warto mowic o tym jak wyglada prawdziwe macierzynstwo i swiat a nie kreowac idealny wizerunek ktory innych w ciezkich chwilach tylko dodatkowo doluje zamiast wspierac?

    1. Przytulam Cię, bo doskonale wiem jak to jest, aczkolwiek nie pisz proszę, że kreuje idealny wizerunek. Skoro tak piszesz to albo mnie nie obserwujesz, albo obserwujesz od czasu do czasu. Nie raz, nie dwa i nie trzy pisałam o sytuacjach, gdy i u mnie było mało kolorowo. A jeśli masz na myśli „idealne” zdjęcia to nie mam zamiaru robić sobie zdjęć w tłustych włosach z bałaganem w tle i takich robić nie będę, ale zdjęcia to nie wszystko. Pozdrawiam 🙂

  12. Po CC wróciłam do domu z wielkim opuchnietym brzuchem, pokarm się nie pojawiał, Mała ulewała dalej niż widziała.. Mąż nie rozumiał, dlaczego patrzę na nasz cud i ryczę, a ja czułam się jak zapowietrzona. Nie mogłam nic powiedzieć. Wszyscy pytali karmisz? Karmisz? A może cholera jak sobie radzisz? Jak się czujesz?
    Kolki, kupy, ulewanie i tłuste włosy to podsumowanie tamtego okresu. Nie oszalałam, bo moje dziecko w nocy budziło się max 2 razy na jedzonko. Sen bardzo mi pomógł, potem myślałam, że musze przetrwac miesiąc, dwa, trzy, cztery… I wszystko się uregulowalo.
    Nie wiem jak ktoś może zarzucić osobie, która porusza tak wielki problem (BB), że wrzuca zdjęcie z uśmiechem. Sory a jakie zdjęcia lajkujesz na instagramie? To odskocznia, może po części trochę idylla. Ale kto tak nie robi? No proszę, gdzie ten las rąk?

    Buziak

    1. Marto, dziekuje za wsparcie. Dokładnie tak jak mówisz, ludzie lajkują właśnie te zdjęcia z uśmiechem. A ja nie mam zamiaru wrzucać innych 🙂 Jeszcze raz dziekuje za miłe słowo! I życzę Ci samych pięknych chwil

  13. Oj Weroniko, Verko. Nie rozumiem dlaczego podajesz się w komentarzach za inna osobe, przecież widzę Twój adres IP. Mnie osądzasz o brak prawdziwosci, a co Ty właśnie sobą reprezentujesz?

    1. Wszystkie negatywne komentarze pochodzą od Ciebie, widzę IP. Zofio, Weroniko, Verko czy Klaudio czy jak Ci tam.

  14. Każdy kto Cię zna , wie że jesteś prawdziwa , wrażliwa i kochana ! Nie musisz nikomu nic udowadniać!
    Moja kochana mama zawsze mnie uczyła: jeśli masz otwierać usta by zadać ból/skrzywdzić- nie otwieraj ich w ogóle!
    Jak matka potrafi drugiej matce pisać złe rzeczy?! W głowie się nie mieści…
    Przeczytałam ostatnio bardzo mądry elaborat który skojarzył mi się z Tobą:
    …Nagle Kłamstwo wychodzi z wody, wkłada szaty Prawdy i ucieka. Wściekła prawda wychodzi ze studni i biegnie wszędzie, aby znaleźć Kłamstwo i odzyskać swoje ubranie. Świat, widząc Prawdę nagą, odwraca wzrok, z pogardą i wściekłością.

    Biedna Prawda powraca do studni i znika na zawsze, ukrywając się w niej, ze wstydu. Od tego czasu Kłamstwo podróżuje po całym świecie, ubrane jak Prawda, zaspokajając potrzeby społeczeństwa, ponieważ Świat w żadnym wypadku nie ma żadnego zamiaru, by spotkać się z nagą Prawdą.
    Widzisz kochana Tak poniekąd jest z Tobą, twoje wrażliwe serce i szczerość niektórych przerasta . Mądry człowiek będzie gratulowac i podziwiać odwagi , szczerości… nie każdego na to stać
    Mało kto wie ,że podczas depresji ludzie specjalnie kryją wszystko pod sztucznym uśmiechem..
    Ale przecież najprościej jest kogoś wyśmiewać-to nie wymaga ani myślenia ani kultury…
    Kochana ja Tobie życzę sukcesów! Oraz wsparcia! Proszę dalej pisać bloga bo jeste on fenomenalny!!!!

Zostaw Komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.