Początki karmienia piersią – moja historia + KONKURS!!!

Szkic tego wpisu miałam w głowie już pierwszego dnia po porodzie, gdy poznałam moją szpitalną współlokatorkę i usłyszałam to, co wie o laktacji, jej pobudzeniu i utrzymaniu. I mimo, że była wykształconą, piękną kobietą jej wiedza w tym temacie była znikoma
i błędna. Wiadomo, że nikt z nas nie jest ekspertem w każdej dziedzinie życia, jednak ciąża, poród, laktacja to tematy, które dotykają każdej z nas bezpośrednio i myślę, że co nie co warto w tym temacie wiedzieć. Opowiem Wam moją historię.

lactosan fix

Bardzo często słyszę i czytam słowa typu: „Ja nie karmię piersią, bo nie miałam pokarmu” lub „Karmiłam 2 tygodnie, ale potem mleka nie miałam”. Ile mam, tyle historii. Moje (już dwie) historie dotyczące karmienia piersią różnią się od siebie znacząco. Dlaczego? Ano dlatego, że dwa lata temu byłam w tym temacie totalnym laikiem, moja wiedza zaczynała się i kończyła na „muszę przystawiać do piersi, aby mieć pokarm… muszę przystawiać do piersi, aby mieć pokarm…” i tak w nieskończoność. W tym roku, gdy zostałam mamą po raz drugi, kierowałam się swoim doświadczeniem zdobytym podczas karmienia pierwszego syna, wiedzą zdobytą przez ostatnie lata (czyli czytaniem blogów eksperckich) i samozaparciem (samozaparcia i silnej woli życzę każdej z Was!). Z pełną świadomością swojego ciała.

Jak wspominałam i jak pewnie wiecie, w marcu tego roku urodziłam drugiego syna. Jeśli zastanawiacie się, jaki wpływ na mnie miały doświadczenia sprzed dwóch lat odpiszę krótko: OGROMNY! Tym razem nie pozwoliłam na dokarmienie syna mlekiem modyfikowanym, gdyż oboje dzielnie walczyliśmy o każdą kroplę pokarmu. Czy mały miał problem z przyssaniem się do piersi? Tak! Ten problem niestety nas nie ominął, jednak obyło się bez kapturków. Uparcie przykładałam syna do piersi najczęściej jak tylko mogłam i udało się – po kilku natarczywych z mojej strony próbach 🙂

Kochane mamy! Początki karmienia są naprawdę ciężkie, nie wspomnę już o popękanych i bolących brodawkach, zmęczeniu po porodzie, kiepskim samopoczuciu… Jednak powtarzajcie sobie, że jest to tylko chwilowy ból, wart poświęcenia z naszej strony. Pamiętajcie o częstym przystawianiu dziecka do piersi, tylko w ten sposób rozkręcicie laktację. Gdybyście zapytały mnie kilka lat temu o karmienie piersią odpowiedziałabym „w życiu, powtarzam w życiu nie będę karmić piersią!”. A tu proszę… Człowiek zmienia swoje podejście i priorytety. Karmiłam pierwszego syna z powodzeniem przez rok, teraz liczę na dłuższą współpracę z maleństwem 🙂

lactosan fix opinie herbatka

Jestem ciekawa Waszych historii, dlatego ogłaszam KONKURS!

  • Jeśli jesteś mamą karmiącą piersią opisz w kilku zdaniach swoją historię, jakie przeciwności losu spotkałaś na swojej mlecznej drodze i jak sobie z nimi poradziłaś? Możesz dopisać dlaczego się nie poddałaś! (JESTEŚ WIELKA! <3)
  • Jeśli jesteś mamuśką spodziewającą się dziecka napisz, czym jest dla Ciebie karmienie piersią, jak sobie je wyobrażasz? Dopisz, dlaczego to właśnie Ty powinnaś wygrać. Rozwiń swoją odpowiedź tak, aby mnie urzekła! 🙂

Czekam na Wasze pomysły!!! :-))) Wybiorę 3 najlepsze, moim zdaniem, opowieści. Zwycięska trójca otrzyma ode mnie zestaw składający się z chusty do karmienia piersią (pisałam o niej również TUTAJ) oraz produkt „Lactosan fix” od firmy Herbapol Lublin.

Na Wasze komentarze czekam do 30 maja, wyniki ogłoszę następnego dnia na końcu tego wpisu, a ze zwycięzcami skontaktuję się meilowo. Powodzenia! 🙂

Wyniki!!! 🙂

Dziewczyny! Przepraszam Was za mały poślizg. Jak pewnie wiecie z mojego Instagrama walczyłam z paskudnym zapaleniem piersi, a gdy zaczęłam czytać Wasze historie, nie mogłam wybrać tylko trzech. Po prostu było to dla mnie niemożliwe, bo chciałabym móc nagrodzić Was wszystkie!!! Dlatego też postanowiłam poprosić o poradę w wyborze 3 zwycięskich historii (Dziękuję Olu <3).

Zanim wkleję tutaj wygrane odpowiedzi chciałam Wam napisać, że czytając historie, bardzo utożsamiałam się z Wami. Nie raz i nie dwa serce podskoczyło mi do gardła. Wszystkie jesteście NIESAMOWITE i dzielne !!!!! <3

Oto zwycięskie 3 historie:
1. Natalia
Cześć! Chętnie opowiem o swoim KP, bo to historia o nie poddawaniu się, która powinna przeczytać każda dziewczyna W ciąży. Otoż,
moją Zosie urodziłam po mękach próby urodzenia jej naturalnie CC 14 marca. Pierwszy kontakt z moja piersią miała dopiero 12h po porodzie, bo zwyczajnie byłam padnięta.
To było najbardziej dziwne i bolesne uczucie, pierwsza myśl ” przecież miało to być takie super bliskość itp. Co ze mnie za matka bez uczuć ” Pani położna wkrecila mi sutek nic nie mowiac odeszła. A ja tak lezalam 2h ze źle przystawioną córką do piersi która ssala moją pierś aż do krwi i ran. Po ktoreś dobie gdy przynieśli mi córkę już na noc ja sie rozpłakałam. Nie chciałam mieć jej tak długo bez dokarmiania bo moje sutki były całe w ranach nie miałam maści oprócz bepanthen (polecam altan! Jeśli któraś z Was będzie miała problem) ale nie miałam wyboru. W nocy ból rany po cc i piersi dokazywał. Myślałam wtedy ze robię to dla mojej córki. Ona jest ważna, a ja chce karmić piersią bo to dla niej najzdrowsze. Chce to robić by móc pokochać ja bardziej, bo ta bliskość nas zbliżzbliży! I wtedy o 3 w nocy gdy moja mała córeczka posiusiala body a ja ja przebieralam (obolała) przyszła położna mówiąc ” ja nie wiem… czemu Ty karmisz piersią jak Cię bolą sutki. Meczysz to dziecko. Ja na twoim miejscu bym sie zastanowila.. ”
Wtedy mogłabym poczuć się jak wyrodna matka, mogłabym też sie rozplakac prosić ta babe by nakarmila mi ja dała tabletki na zatrzymanie pokarmu, bo jest środek nocy,a ja nie mam sily. Wiecie co zrobiłam odparłam nieco niegrzecznym tonem ” dobrze to ja biegnę do sklepu po mm dobrze ze że już 3 w nocy”
Nie poddałam się. Wróciłam do domu i nagle przy wyjściu jedna położna dala mi maść na te sutki. W domu smarowalam karmiłam prZez nakładki silikonowe (też polecam gdy macie problem) doszedł problem rany po cc okazała sie być zakażona gronkowcem w szpitalu mnie zarazili. Musiałam jeździć co dwa dni do chirurga by mi czyścił ranę by doszła do siebie albo antybiotyk, lekarz namówił na czyszczenie, bo w przeciwnym razie musiałabym odstawić pierś na 10 dni. Okej, skoro to nie zagraża mojemu życiu- pomyślałam. Musiałam częściej się zjawić i lekarza bolało gdy wstawiłam do małej.
Ale jej uśmiech tulenie do piersi i najedzony brzuszek dawał i daje mi powera by karmić. Zosia jest zdrowa i bardzo dużo sie śmieje w głos, gada po swojemu i uwielbia ssać moją pierś czasami by po prostu posiedzieć przy mnie i popatrzeć co robię. KP jest super i jeśli Wam sie uda karmić to nie poddawajcie się. Pomyślcie wtedy o historii takiej jednej co.miala ciezko (mam na myśli tu skromnie siebie ) i pomyślcie to co ja gdy ta pol0zna mnie próbowała złamać „JA NIE DAM RADY? NO TO PATRZ”

2. Martyna

Karmienie piersią jest czymś tak pięknym jak i strasznym,sprawiającym ból…ale która matka nie zniesie największego bólu tylko po to aby dać wszystko co najlepsze swojemu maluszkowi. U nas niestety też nie obyło się bez pogryzionych brodawek do krwi..maści wietrzenie nic nie pomagało. Marzyłam o tym aby przestać karmić..ale walczylam sama ze sobą. Zapalenie piersi w tym gorączka 40 stopni niestety też zbytnio nie zachęca do tego aby karmić bo myślałam sobie dlaczego musze tak cierpieć. Przeciez chce tylko karmić..inne kobiety juz dawno by się poddały kupiły puszke mleka i miały spokój ale nie ja. Czułam ze musze to zrobić dla niej i dla siebie. Wiem ze z każdym dniem jest coraz większa i nikt już nam nie wróci tych chwil tylko dla nas gdy ona wtula się we mnie i czuje się bezpieczna. Ostatnia wizyta u naszego lekarza która podejrzewała alergie u małej i stwierdziła że to musi być na coś co jem choć moja dieta była już naprawdę uboga bo wyeliminował wszystkie możliwe alergeny a buzka mojej córki wyglądała okropnie pani doktor stwierdziła że raczej trzeba będzie przestać karmić to zwyczajnie sie w gabinecie popłakałam. Nie wyobrażałam sobie ze juz nie będę jej karmić..choć jeszcze niedawno o tym po cichu marzyłam i w tym momencie okazalo się ze żaden ból obgryzionch brodawek żadne zapalenie piersi i nawet gdybym miała jeść tylko chleb i wodę nie jest w stanie mnie złamać! Będę walczyć jak lwica o to abym mogła dalej spędzać ten czas tylko dla nas.

3. Adrianna

W lutym tego roku zostałam po raz pierwszy mamą. Przez całe 9 miesięcy Mama i Teściowa mówiły mi, że karmienie piersią jest wygodne i przede wszystkim zdrowe dla maluszka – to też sama wiedziałam Nie wyobrażałam sobie karmić Córeczki mlekiem modyfikowanym! Przez całą ciąże chodziłam i myślałam o wspólnych chwilach, sam na sam, z dzidziusiem podczas karmienia.
Gdy w końcu nadszedł z dawna oczekiwany moment przyłożenia Maluszka do piersi okazało się, że moje sutki płaskie przez co Zuzia nie mogła ich złapać i pociągnąć. Przychodził do mnie doradca laktacyjny, który próbował na każdy sposób wsadzić pierś do dziubka – bez skutku. Zaproponowano mi zakupienie kapturków, które w końcu pozwoliły nacieszyć się Nam wspólną chwilą karmienia.
Leżąc 5 dni po porodzie w szpitalu, okazało się że malutka jest poważnie chora, co może powodować niepełnosprawność. W 6 dniu przewieziono Nas do drugiego szpitala gdzie razem z Coreczka lezalysmy 6 tygodni w izolatce, przy kroplówce. Totalnie się załamałam… Nie cieszył mnie uśmiech córeczki ani sam fakt że jestem Mamą. Przez stres, płacz, załamanie zaczynałam mieć co raz mniej pokarmu a w Jej przypadku był naprawde potrzebny! W końcu zaczynałam dokarmiać Zuzie sztucznym mlekiem. Wszyscy mi mówili, że mój pokarm jest dla Niej zdrowy, żebym się podniosła, wzięla w garść i zaczeła znow przykladac do piersi bo to wszystko jest dla Niej. Po niecalym tygodniu wzięlam się za sie za siebie i zaczelam walczyc z laktacją! Udało się.
Zuzia ma już skończone 3 miesiące, waży piękne 6kg i jest karmiona nadal tylko piersią. A ja mogę się nazwać silną mamą!
Jestem z siebie dumna!

Dziewczyny gratuluję!!! Skontaktuję  się z Wami meilowo <3

Partnerem wpisu jest marka Lactosan Fix.
56 komentarzy
  1. Moja przygoda z karmienie zaczęła się pięknie! Hania od początku świetnie radziła sobie z łapaniem i ssaniem. Myślałam, że tak będzie już ciągle, ale nie… Nagle wszystko poszło w innym kierunku. Mało pokarmu, Hania się nie najadała, zrobiły mi się w piersiach zatory, ból przeogromny i płacz. Od początku mówiłam sobie, że co by się nie działo będę ją karmić. A więc przystawiałam córkę czasem i co 30 minut, godzinę, płakałam razem z nią, ale powtarzałam sobie, że się nie poddam tak łatwo. Ciepłe prysznice i rozmasowywanie zastojów, zaciskałam zęby z bólu, ale co tam.. Myślałam, że to koniec ale byłam na tyle uparta, że poradziłam sobie ze wszystkim. Ciągle sobie powtarzałam, że jest to najlepsze co mogę dać mojej córce. I tak o to karmimy się dalej i tak jak od początku sobie obiecałam będę o kamienie walczyć ile wlezie! Kocham chwilę bliskości przy karmieniu, jak patrzy się na mnie tymi swoimi wielkimi oczkami, próbuję rączkami złapać pierś.. Za nic w świecie nie chciałabym tego stracić więc walczę!

  2. Ja w zasadzie nie napotkałam żadnych problemów oprócz nabrzmiałych piersi w pierwszym miesiącu (pomogło wtedy odciąganie pokarmu; teraz żałuje że to trwało tak krótko, aktualnie piersi sa miękkie i mały jak sie trochę naje to zaczyna marudzić, ale nie poddajemy się i wyciągamy z piersi ile się da!), wszystko przebiegało w porządku aż do wizyty u lekarza. Juz dwa tygodnie temu zauważyłam, że mały chyba schudł, ale karmię go cały czas regularnie i to nawet „za często”, bo czasem nawet co godzinę-dwie. Spodziewałam się, że na wizycie okaże się, że waga Franka stoi w miejscu. Było gorzej – mały spadł na wadze… Niestety musiałam sięgnąć po mm. Ale nie poddaje się, dalej cały czas karmię piersią, z tą samą regularnością, za każdym razem z obu piersi, a czasem (jednak nie po każdym karmieniu) daje małemu trochę butelki. Mam tylko nadzieję, że z badań moczu nie wyjdzie nic niepokojącego, aczkolwiek z drugiej strony nie rozumiem skąd ten spadek wagi, skoro mały je regularnie i nie ma problemów z przystawieniem do piersi… Ale i tak chyba nie miałam źle ;), na szczęście ominęły mnie problemy z bolącymi brodawkami czy całkowitym brakiem pokarmu.

  3. Pierwszego Syna 3 lata temu karmiłam tylko miesiąc. Nie miałam bladego pojęcia o czymś takim jak kryzys laktacyjny, który był głownym powodem odstawienia od piersi. Myślałam po prostu że straciłam pokarm i tyle. Synek był nerwowy, co chwilę chciał być przy piersi, a ja nie wiedziałam co robię nie tak.. Dodatkowo chyba nie byłam za bardzo przekonana do karmienia piersią. Teraz kiedy tak jak Ty urodziłam w marcu drugiego Syna moje podejście bardzo się zmieniło. Przed porodem przeczytałam chyba wszystkie, a na pewno większość wpisów na blogu Hafiji i wiedziałam na co się przygotować. Mamy za sobą kryzys laktacyjny w 5. tygodniu życia maleństwa, ale dzielnie sobie poradziliśmy. Karmimy się dalej i będziemy się karmić tak długo jak będzie trzeba, ale nie wyznaczam sobie żadnej granicy, żeby później nie mieć do siebie pretensji czy też wyrzutów sumienia. Póki co odpukać ominęły Nas problemy z brodawkami, zapalenie piersi itp. Życzę Wam i sobie jak najdłuższej i jak najprzyjemniejszej drogi mlecznej!

  4. Jestem mamą 2 letniej Wiktorii jest to moje pierwsze dziecko i karmimy się do dzisiaj ale niestety nie miałam możliwości zaraz po porodzie przystawic jej do piersi bo była wczesniakiem i nie miała odruchu ssania dopiero musiałysmy się tego nauczyć ale nie poddalysmy się i nasza mleczna przygoda trwa do dzisiaj ☺

  5. Cześć! Chętnie opowiem o swoim KP, bo to historia o nie poddawaniu się, która powinna przeczytać każda dziewczyna W ciąży. Otoż,
    moją Zosie urodziłam po mękach próby urodzenia jej naturalnie CC 14 marca. Pierwszy kontakt z moja piersią miała dopiero 12h po porodzie, bo zwyczajnie byłam padnięta.
    To było najbardziej dziwne i bolesne uczucie, pierwsza myśl ” przecież miało to być takie super bliskość itp. Co ze mnie za matka bez uczuć ” Pani położna wkrecila mi sutek nic nie mowiac odeszła. A ja tak lezalam 2h ze źle przystawioną córką do piersi która ssala moją pierś aż do krwi i ran. Po ktoreś dobie gdy przynieśli mi córkę już na noc ja sie rozpłakałam. Nie chciałam mieć jej tak długo bez dokarmiania bo moje sutki były całe w ranach nie miałam maści oprócz bepanthen (polecam altan! Jeśli któraś z Was będzie miała problem) ale nie miałam wyboru. W nocy ból rany po cc i piersi dokazywał. Myślałam wtedy ze robię to dla mojej córki. Ona jest ważna, a ja chce karmić piersią bo to dla niej najzdrowsze. Chce to robić by móc pokochać ja bardziej, bo ta bliskość nas zbliżzbliży! I wtedy o 3 w nocy gdy moja mała córeczka posiusiala body a ja ja przebieralam (obolała) przyszła położna mówiąc ” ja nie wiem… czemu Ty karmisz piersią jak Cię bolą sutki. Meczysz to dziecko. Ja na twoim miejscu bym sie zastanowila.. ”
    Wtedy mogłabym poczuć się jak wyrodna matka, mogłabym też sie rozplakac prosić ta babe by nakarmila mi ja dała tabletki na zatrzymanie pokarmu, bo jest środek nocy,a ja nie mam sily. Wiecie co zrobiłam odparłam nieco niegrzecznym tonem ” dobrze to ja biegnę do sklepu po mm dobrze ze że już 3 w nocy”
    Nie poddałam się. Wróciłam do domu i nagle przy wyjściu jedna położna dala mi maść na te sutki. W domu smarowalam karmiłam prZez nakładki silikonowe (też polecam gdy macie problem) doszedł problem rany po cc okazała sie być zakażona gronkowcem w szpitalu mnie zarazili. Musiałam jeździć co dwa dni do chirurga by mi czyścił ranę by doszła do siebie albo antybiotyk, lekarz namówił na czyszczenie, bo w przeciwnym razie musiałabym odstawić pierś na 10 dni. Okej, skoro to nie zagraża mojemu życiu- pomyślałam. Musiałam częściej się zjawić i lekarza bolało gdy wstawiłam do małej.
    Ale jej uśmiech tulenie do piersi i najedzony brzuszek dawał i daje mi powera by karmić. Zosia jest zdrowa i bardzo dużo sie śmieje w głos, gada po swojemu i uwielbia ssać moją pierś czasami by po prostu posiedzieć przy mnie i popatrzeć co robię. KP jest super i jeśli Wam sie uda karmić to nie poddawajcie się. Pomyślcie wtedy o historii takiej jednej co.miala ciezko (mam na myśli tu skromnie siebie ) i pomyślcie to co ja gdy ta pol0zna mnie próbowała złamać „JA NIE DAM RADY? NO TO PATRZ”

  6. Jako mamuśka spodziewająca się (pierwszego!) dziecka obwarowuję się koleżankami „po fachu”, które bez problemu karmiły bądź nadal karmią piersią.

    Dziewczyny są zafascynowane i natchnione ideą ale ale… nie wszystkie podchodzą do tego jak do życiowej roli. Są mamy, które nie tylko nie chcą („to jest obrzydliwe- karmiłam tylko chwilkę, koniec”, „ciągle płakała, już prawie miałam depresję: pozostało mleko syntetyczne i w końcu skończył się płacz”) ale nie mogą karmić bo nagle okazuje się, że trzecie dziecko, w przeciwieństwie do wcześniejszej dwójki, ma skazę białkową i pozostaje alternatywa kp. Słyszałam też o mamie z sercem jak autobus, która bardzo ale to bardzo chciała rodzić siłami natury – przeszła cesarkę ze względu na sytuację zdrowotną w jakiej się znalazła z maluchem (już wtedy zaczęła się obwiniać i złościć „bo to nie tak miało być”) pech chciał, że także miała problem z pokarmem (jeszcze większy dół emocjonalny, obwinianie siebie bo „przecież mama karmiła, siostra też więc co jest ze mną nie tak?”).

    Podejście do karmienia piersią może przerodzić się w presję (nie będę wyliczać jaki wpływ ma niezastąpione mleko matki na rozwój dziecka i więź z nim), którą powoli odczuwam. Boję się, że mimo najszerszych chęci nie podołam. Staram się łapać pozytywów i nie denerwować… łatwo powiedzieć. I w pewnym momencie łapię się, że co by się nie działo, dam z siebie 1200% i więcej jeśli trzeba będzie a tak naprawdę liczy się to (wiem, banał ale jakie to prawdziwe) by

    URODZIĆ ZDROWE DZIECKO

    bo z resztą sama bądź z pomocą sobie poradzę 🙂

    Chcę życzyć obecnym i przyszłym Mamom wszystkiego, co sobie tylko życzą.

    Natalia

  7. Ja swoją przygodę z karmieniem dopiero zacznę 🙂 jestem w piątym miesiącu ciąży i już nie możemy się doczekać przyjścia maluszka na świat. Zgadzam się z Tobą ze kobiety mają mylne podejście i myślenie o karmieniu piersią dobrze że coraz więcej powstaje blogów tego typu. Jako przyszła młoda mama łatwiej jest mi sprawdzić w Internecie co i jak od „nowoczesnych” mam niż słuchać różnych zabobonów. Oczywiście nikt najlepiej nie pomoże jak doświadczona mama czy babcia z tym wyjątkiem że ich dzieci czyli my byliśmy wychowywani trochę inaczej.
    Co do karmienia piersią staram się nastawić pozytywnie, kiedyś sama ta myśl mnie przerażała. Teraz wydaje mi się to niedorzeczne przecież to coś pięknego i naturalnego! Wiem że nie będzie lekko na początku ale swoją przyszłość z karmieniem wyobrażam sobie cudownie. Na pewno zapamiętam te ważne chwile z maluszkiem. 🙂
    Jako że jestem przyszłą mamą bardzo przydałaby się nam taka chusta 🙂
    Dzięki za wpis dobrze wiedzieć że kobiety nie zostają z takimi sprawami same tylko sobie możemy pomagać i wymieniać się poradami 🙂
    Buziaki

  8. Moja historia związana z karmienie piersią rozpoczęła się 13 grudnia 2016roku. Wtedy na świat przyszedł mój synek, teraz już 5 miesięczny maluch.
    Może jednak zacznę od początku.. Dokładnie półtora roku temu miałam poważny wypadek samochodowy, miałam wtedy uszkodzony kręgosłup. Potrzebna była natychmiastowa operacja, krąg w odcinku lędźwiowym był złamany. W tym odcinku został wstawiony stabilizator. W tamtym czasie usłyszałam, że czas ciąży, przede wszystkim poród bedzie dla mnie ogromnym wyzwaniem. Niedługo po tym dowiedziałam się, że zostanę mamą. Była to dla mnie jako młodej osoby straszna wiadomość, obawa o wszystko przede wszystkim o zdrowie, to jak poradzę sobie z nadprogramowym bagażem przy uszkodzonym kręgosłupie.
    Czas ciąży był czymś co dodawało mi sił, nie odczuwałam bólu, nie czułam dyskomfort.
    Po 9 miesiącach nadszedł moment rozwiązania, od początku byłam nastawiona i kierowana przez lekarzy na rozwiązanie ciąży przez ciężkie cesarskie. Zawsze chciałam poczuć ten ból, to, że urodzenie dziecka jest Naszym obowiązkiem, jest to przecież Nasze niejako przeznaczenie, zdecydowałam, więc na własną odpowiedzialność, że urodzę naturalnie. Niestety bóle przedporodowe były ciężkie, już w szpitalu po długiej rozmowie z anestezjologiem zdecydowałam o rozwiązaniu poprzez CC. Na sali porodowej miałam łzy w oczach, myślałam wtedy, że odebrano mi kobiecość, coś co przypisane jest każdej z Nas. Obawą było to, że nie będę potrafiła pokochać synka tak jak przy porodzie siłami natury, nie myślałam wtedy w ogóle o rozpoczęciu karmieniem piersią.
    Synka do piersi przystawiono mi już godzinę po porodzie, wtulał się ogromnie, nie miał problemu ze ssaniem, byłam z Niego dumna. W trzeciej dobie wyszliśmy że szpitala. Tutaj właśnie rozpoczyna się moja dość nieprzyjemna historia, tzn w tamtym momencie tak myślałam. Natłok pokarmu był ogromny, gdy przystawiałam syna do jednej piersi, z drugiej pokarm uciekał ciurkiem, tak, że za każdym razem brudziłam malucha. Nie pomyślałam wtedy, by kupić laktator, by nadmiar ponarmu odciągnąć. Tydzień po porodzie, gdy piersi były nabrzmiałe, mój synek miał trudności że złapaniem brodawki..dopiero wtedy laktator stal się codziennością. Upłynęło sporo czasu gdy zaczęłam sobie radzić z problemem.
    Minęło 5 miesięcy, nadal mam nadmiar pokarmu, nadal po każdym karmieniu pomimo tego, że maluch zjada coraz więcej, muszę ściągać pokarm. Nie doceniałam tego jakim szczęściem obdarzył mnie los, mam na myśli ilość pokarmu. Nie było takiej chwili gdy martwiłam się czy maluch będzie głodny, nigdy nie mieliśmy takiego problemu. Teraz widzę, że przez ten fakt mogłam i będę mogła dać mu wszystko czego potrzebuje. Czytając o mamach, które nie mogą pobudzić laktacji wtedy doceniam mój przypadek.
    Kochane mamy, stres i nerwy nie są dobrym doradcą. Każda z Was ma swoją fizjologię, swój własny rytm. Każdej z Was życzę powodzenia, ściskam mocno ❤

  9. Moja historia karmienia piersia zaczela sie 11 wrzesnia 2015 wtedy na swiat przyszedł moj syn Jan….od poczatku nastawiona na porod silami natury i karmienie piersia dostaje w twarz od losu…cesarskie ciecie ….trudnosci z przystawieniem….wklesle brodawki….ani kropli mleka w pierwszej dobie…. Porazka….siedze w szpitalu i na zmiane przystawiam Jaska ( w nakladkach ) i sciagam laktatorem i w glowie powtarzam ” nie urodzilam Cie ale Cie wykarmie”nie podaje mm tylko walcze…. lzy mi leca !Robie wszytsko , zeby Jas dostal to co najlepsze. 3 doba po porodzie a ja moge wykarmic pol oddzialu. Wracam do domy dostaje nawalu litry mleka ! Jestem szczesliwa:)udalo sie 😉 i tak nasza mleczna przygoda trwala az 19 msc:)!Karmienie piersia uratowalo mnie przed depresja po cc bo czulam sie jak wrak kobiety ktora nie potrafila urodzic naturalnie….Te 19 msc wynagrodzilo mi brak kontaktu z synkiem po cieciu. Za 3 msc pojawi sie moj drugi syn i czekam na dluga mleczna przygode.

  10. Jestem młodą przyszłą matką. Bardzo młodą, wogóle niedoświadczoną i pełną obaw przyszłą mamą… Mówiąc szczerze moje życie od kilku miesięcy zmieniło się i zakręciło o 360* tak samo jak mój tok myślenia, moje priorytety i cała ja 🙂 Kiedy dowiedziałam się że będę matką załamałam się. Myślałam wtedy że to najgorsze co mogło mi się przytrafić. Nie wyobrażacie siebie jak wiele od tej pory się zmieniło! Wszytko czego się bałam odeszło, każdy kłopot istniał tylko w mojej głowie, a prawda okazała się zupełnie inna. W dużym skrócie mówiąc POKOCHAŁAM MOJEGO SYNKA. Jeszcze nawet go nie poznałam, nie wiem jaki będzie i jak to będzie gdy już go zobaczę, ale wiem jedno: zmierzam być najlepszą mamą pod słońcem 🙂 Dla szczęcia mojego dziecka jestem wstanie poświecić i zrobić wszytko. Myślę, że wy „Panie-mamy” wiecie o co mi chodzi 🙂
    Pomimo młodego wieku jestem przekonana, że nie będę gorszą mamą niż każda z Was. Dlatego też zamierzam karmić mojego synka piersią. Kiedyś wydawało mi się to niedorzeczne, wręcz obrzydliwe i takie mało „ludzkie”. Gdy czytam wpisy innych kobiet, doświadczonych i dojżałych matek o tym, że spotkały Was takie a nie inne przykrości związane z karmieniem piersią, wstydzę się bo do niedawna sama myślałam tak jak ci wszyscy ludzie którzy potrafią tak bardzo skrzywdzić słowami maatki, które przecież chcą jedynie dobra swojego dziecka. Ja też chcę by moje dziecko rosło zdrowo i odżywiało się tym co najlepsze 🙂 Dlatego chciałabym mieć w swojej wyprawce chustę do karmienia, by pomóc i sobie i mojemu maluszkowi w tak ważnym aspekcie naszego wspólnego życia 🙂 Wiem, że karmienie piersią to trudny i ostatnio dość kontrowersyjny temat. Więc, czekam na wasze historie i opinie drogie mamy 🙂 Czy naprawdę diabeł taki straszny jak go malują?
    Na koniec chciałam dodać, że Pani profil, Pani Violu trafiłam jakiś czas temu i muszę przyznać, że od czasu gdy czytam Pani bloga i wpisy na instagramie śledzę Panią na bierząco 🙂 Bardzo dobrze, że są w świecie internetu są takie osoby jak Pani, ponieważ gdzie jak nie właśnie w internecie najprędzej szuka się informacji, a wiadomości przekazywane od matki dla matki są chyba najbardziej realne i pouczające 🙂
    Życzę Pani dalszego rozwoju , dużo energii i wytrwałości w tym co Pani robi, bo są ludzie którym pani blog i Instagram naprawdę pomaga, inspiruje i uczy!
    Pozdrawiam serdecznie Panią i wszytkie inne mamy 🙂
    Dużo zdrówka dla Wszych pociech!
    ~Zuzanna

  11. Moj pierworodny syn byl przystawiony do piersi zaraz po porodzie karmilam go ze lzami w oczach ze szczescia ze go mam ze moge karmic go piersia. Urodzilam syna o 14 wszystko zapowiadalo sie pieknie dopoki nie nadeszla noc i synek caly czas plakal przespalismy w sumie moze z godzinke, po jedzonku drzemka 10-15 min i znowu placz no to cycus i tak w kolko az na nastepny dzien moje brodawki byly juz cale popekane. Z bolu nie umialam przystawic Fifcia do piersi przychodzily polozne pomagaly, po powrocie do domu bol byl nie do zniesienia maly plakal bo nie umial sie zassac a ja plakalam z bolu. Moj M pobiegl do apteki po kapturki pomoglo to synkowi sie przyssac jednak mnie nie pomogly nic nadal plakalam ale najwazniejsze ze maly sie najadl gdy odstawilam go od cycusia polozylam do lozeczka a ja na kanapie cala zaplakana z bolu, blakalam sie z myslalami ze nie potrafie nakramic mojego ukochanego synka moj M patrzac jak placze nie wiedzial jak mi pomoc, na mysl przychodzilo mu tylko mleczko modyfikowane nad ktorym tez sie zastanawialam ale nie chcialam sie poddac walczylam do samego konca smarowalam brodawki mascia jak i swoim mlekiem po jakims czasie bol minal brodawki sie zagoiy i mleczko wkoncu bylo bez krwi a moj synek bardzo ladnie przybiera na wadze. Jestem z siebie dumna warto bylo walczyc z bolem dla takiego cuda jednoczesnie porod i walka z bolem przy kp daly mi do zrozumienia co tak naprawde znaczy macierzynstwo – troska o swoje dziecko!

  12. 5 marca urodziłam córeczkę jak mi ją tylko przynieśli i przystawiłam małą do piersi to byłam w szoku! Mała od razu złapała i zaczęła pięknie ssać aż panie położne były zdziwione . Zresztą sama byłam, ponieważ strasznie sie denerwowalam jak to będzie z kamieniem.. A tu proszę wszystko super do teraz karmię małą piersią i tylko piersią. Nie dokarmiam. Pokarmu mam bardzo dużo czasem czuje się jak krowa bez problemu odciagam pokarm, kiedy mam pilny wyjazd lub jakieś sprawy do załatwienia. Mama często mi mówiła że nie mam pokarmu, albo że za rzadki ale wiedziałam że mój pokarm jej dobry, mała dobrze spała, przybierala na wadze znakomicie. Dodam że to moje pierwsze dziecko i miml młodego wieku- mam 21 lat, radzę sobie super nie słucham żadnych głupich rad typu: „pij bawarke bo pokarmu nie będziesz miala” jakoś nie piłam nigdy, a pokarm aż nadto Także przyszłe mamy: nie poddawajcie się jeśli macie chwilowo krzyż z karmieniem.. to minie. Jeśli wy sie martwcie, denerwujące maleństwo to czuje i też będzie nie spokojne.

  13. Hej ☺
    Jestem mamą niespełna 2-miesięcznej dziewczynki. Hania jest upragnionym dzieckiem, czekaliśmy na nią kilka lat ☺ od początku wiedziałam, że chce karmić piersią ☺ juz od ok. 25 tc zaczęła się pojawiać siara z czego bardzo się cieszyłam. Jedyne czego się bałam to tego, że mała nie będzie umiała ssać jednak jak się okazało w szpitalu nie miałyśmy z tym problemu. Miałam tyle pokarmu , jak wstawalam w nocy to lał się po nogach do tego po kilku dniach doszły bardzo obolałe sutki z których mleko tryskalo jak ze strzykawki co powodowało, że mała się krztusila i ten ból po naturalnym porodzie. To był ten moment kiedy bilam się z myślami o zakończeniu sn. Jednak jako matka wiedziałam, że zabiorę Hance to co najlepsze. Dzielnie razem walczylysmy ☺ i udało się! Do dzisiaj jesteśmy tylko na piersi i skarb rośnie jak na drożdżach ☺ Pozdrawiamy Ewa i Hania ☺

  14. Karmienie piersią jest czymś tak pięknym jak i strasznym,sprawiającym ból…ale która matka nie zniesie największego bólu tylko po to aby dać wszystko co najlepsze swojemu maluszkowi. U nas niestety też nie obyło się bez pogryzionych brodawek do krwi..maści wietrzenie nic nie pomagało. Marzyłam o tym aby przestać karmić..ale walczylam sama ze sobą. Zapalenie piersi w tym gorączka 40 stopni niestety też zbytnio nie zachęca do tego aby karmić bo myślałam sobie dlaczego musze tak cierpieć. Przeciez chce tylko karmić..inne kobiety juz dawno by się poddały kupiły puszke mleka i miały spokój ale nie ja. Czułam ze musze to zrobić dla niej i dla siebie. Wiem ze z każdym dniem jest coraz większa i nikt już nam nie wróci tych chwil tylko dla nas gdy ona wtula się we mnie i czuje się bezpieczna. Ostatnia wizyta u naszego lekarza która podejrzewała alergie u małej i stwierdziła że to musi być na coś co jem choć moja dieta była już naprawdę uboga bo wyeliminował wszystkie możliwe alergeny a buzka mojej córki wyglądała okropnie pani doktor stwierdziła że raczej trzeba będzie przestać karmić to zwyczajnie sie w gabinecie popłakałam. Nie wyobrażałam sobie ze juz nie będę jej karmić..choć jeszcze niedawno o tym po cichu marzyłam i w tym momencie okazalo się ze żaden ból obgryzionch brodawek żadne zapalenie piersi i nawet gdybym miała jeść tylko chleb i wodę nie jest w stanie mnie złamać! Będę walczyć jak lwica o to abym mogła dalej spędzać ten czas tylko dla nas.

  15. Mamą zostanę za około 2 tygodnie. Dla mnie karmienie piersią jest ogromną niewiadomą… przerażeniem… patrząc na kobiety karmiące również wyrzeczeniem… ale też jednoczesnie niesamowitą „mocą”. Tata się w tej roli sprawdzić nie może, jest to zarezerwowane tylko dla mamy i jest najlepszym co dzieciątko może dostać od mamy poza bezgraniczną miłoscią. Bardzo się boję tego etapu macierzyństwa i jednocześnie jestem bardzo podekscytowana i nie mogę się go doczekać :). Łatwo nie będzie bo wszystko będzie całkiem nowe i nieznane, co do tego nie mam wątpliwosci. Jednocześnie tak bardzo na to czekam że łatwo się nie poddam. Do znudzenia powtarzam sobie „dasz rade”. Mam nadzieję że wytrwam :).

  16. W lutym tego roku zostałam po raz pierwszy mamą. Przez całe 9 miesięcy Mama i Teściowa mówiły mi, że karmienie piersią jest wygodne i przede wszystkim zdrowe dla maluszka – to też sama wiedziałam 🙂  Nie wyobrażałam sobie karmić Córeczki mlekiem modyfikowanym! Przez całą ciąże chodziłam i myślałam o wspólnych chwilach, sam na sam, z dzidziusiem podczas karmienia.
    Gdy w końcu nadszedł z dawna oczekiwany moment przyłożenia Maluszka do piersi okazało się, że moje sutki płaskie przez co Zuzia nie mogła ich złapać i pociągnąć. Przychodził do mnie doradca laktacyjny, który próbował na każdy sposób wsadzić pierś do dziubka – bez skutku. Zaproponowano mi zakupienie kapturków, które w końcu pozwoliły  nacieszyć się Nam wspólną chwilą karmienia.
    Leżąc 5 dni po porodzie w szpitalu, okazało się że malutka jest poważnie chora, co może powodować niepełnosprawność. W 6 dniu przewieziono Nas do drugiego szpitala gdzie razem z Coreczka lezalysmy 6 tygodni w izolatce, przy kroplówce. Totalnie się załamałam… Nie cieszył mnie uśmiech córeczki ani sam fakt że jestem Mamą. Przez stres, płacz, załamanie zaczynałam mieć co raz mniej pokarmu a w Jej przypadku był naprawde potrzebny! W końcu zaczynałam dokarmiać Zuzie sztucznym mlekiem. Wszyscy mi mówili, że mój pokarm jest dla Niej zdrowy, żebym się podniosła, wzięla w garść i zaczeła znow przykladac do piersi bo to wszystko jest dla Niej. Po niecalym tygodniu wzięlam się za sie za siebie i zaczelam walczyc z laktacją! Udało się.
    Zuzia ma już skończone 3 miesiące, waży piękne 6kg i jest karmiona nadal tylko piersią. A ja mogę się nazwać silną mamą!
    Jestem z siebie dumna! 🙂

  17. O ciazy dowiedziałam sie 23.06.2016 w dzień ojca od tego czas mówiłam bede karmić piersią. Lecz strach o moje dziecko i o możliwość tego ze urodzi sie z wada serduszka była ważniejsza niz moja zachcianka karmienia już po badania byłam trochę spokojniejsza lecz cały czas bałam sie czy będzie okej. Chodząc do szkoły rodzenia dużo dowiedziałam sie o karmieniu. A położna prowadząca zajęcia (miła pani Ania) mówiła zawsze” jak chcesz karmić to bedziesz karmić tylko nie wmawiaj sobie ze nie masz pokarmu i ze musisz dokarmiać dziecko nie myśl o tym w ten sposób” wytłumaczyła Nam ze jeśli przystawiamy dziecko do piersi to przysadka w mózgu zadziała i da sygnał o produkcji mleka.Tak tez postanowiłam zrobić i tak tłumaczyłam to znajomym Urodziłam 24.02.2017 po wszystkim na obserwacji na sali porodowej dano mi synka karmiłam a raczej starałam sie karmić przez dwie godziny. Pózniej wzięto synka na jekies badania a mnie odprowadzono do sali na początku syn jadl ale tylko jedna pierś w nocy położna z odzialu kazała mi go dokarmić i tak tez zrobiłam ale zjadł tylko troszeczkę tylko dwa razy pociągnął a ja pomyślałam co ja robię mam karmić piersia i tak robiłam aż do wyjścia ze szpitala. Wróciłam do domu bardzo zmęczona i padałam z nóg byłam głodna i chciałam spać mój syn krzyczał, strasznie krzyczał a mi zaczynały się problemy z zastojem i popękanymi sutkami przez co mały nie chciał ciągnąć piersi bo pierś była tak duża ze sutki robiły sie wklęsłe moja mama z siostra podały małemu butle zjadł z wielka chęcią a mi było tak przykro i źle że miałam ochotę sie poddać. Lecz znów nadeszła chwila „jestem góra” i to moją pierś ma ssać syn dla pokarmu. Mama z siostra próbowały namówić mnie na butelkę lecz sie nie zgodziłam zastój został rozmasowany a także pomogły okłady z kwaśnej wody. Od tego czasu tylko raz dostał butle gdy nagle nie mogłam go zabrać na pogrzeb. Czyli łącznie 3razy dostał mm. Wczoraj skończył trzy miesiące i jest zdrowy przybiera ślicznie a ja jestem dumna ze karmimy sie piersia.

    Bardzo duża wdzięcznością darze moje panie położne. Tą ze szkoły rodzenia -Panią Anie oraz położna odwiedzająca mnie po porodzie-Panią Lucynkę.Mam nadzieje ze bede karmić jak najdłużej bo uwielbiam to i czuje sie potrzebna mojemu dziecku. A ja sama byłam karmiona bardzo długo bo 3,5roku za co bardzo dziekuje mojej mamie.

    A Wam dziewczyny życzę tyle wytrwałości co mi i super drogi karmiąc piersią ale najważniejsze to zdrowych i pogodnych dzieci.

  18. Moja historia zaczyna się 8 grudnia 2016r. Na świat przychodzi nasz pierworodny. Uparty mały człowieczek, który nie miał ochoty odwrócić się główką w dół. W związku z tym prowadząca wyznaczyła termin i cięcie „na zimno”. Teraz żałuję, że nie poczekałam na rozpoczęcie akcji. Wracając do najpiękniejszego dnia mojego życia. Dali mi małego i ładnie otwierał buzie, ale moje brodawki były tak płaskie, że nie umiał ich zassać. Z pomocą ruszyła cudowna kobieta, pani Ela, doradca laktacyjny. Trochę się pomęczyła, ale jest UDAŁO SIĘ. Młodzieniec dostał to co najlepsze-siare. Problemy zaczęły się wieczorem. Niby cały dzień na cycu, a tu płacz i ciężko uspokoić. Może głodny? Pyta mąż. Wymiękłam i zgodziłam się dokarmić. Wróciliśmy do domu i ta sama sytuacja. W ciągu dnia na piersi, a wieczorem wrzask. Szybka akcja do sklepu po mleko. Nakarmiony i spokój. Dziecko zadowolone. Myślę o nie nie, nie może tak być. W ruch poszedł laktator… i rozczarowanie. Tylko 15ml z dwóch piersi?… lepsze coś niż nic. Zjadł i resztę mm. Kolejnym razem 30ml, 40 itd. Aż w końcu rozbujałam laktacje, ale co z tego jak księciuniu nie chce ssać piersi. I tak przez 2 miesiące karmiony butelką moim pokarmem. Aż pewnego pięknego dnia, obudził się z drzemki, mąż poszedł podgrzać nektar bogów. A ja w tym czasie przyłożyłam do piersi a tu… pijawka się przyssała. Euforia, ale ale nie ma co się cieszyć. Może jednorazowy wybryk. Kolejne karmienie i karmimy się piersią. I ten dzień zapoczątkował naszą przygodę z kp Było ciężko, ale dałam radę i w tym dniu poczułam się 100% matką.

  19. Ja jestem świeżo upieczona mamusia 22kwietnia urodziłam mojego synka Jasia . Jasiu urodził się jako wcześniak w 36tc siłami natury. Ale niestety nie miałam od razu po porodzie małego przystawionego ponieważ szybko tracił ciepło i zabrali go do inkubatora . Przez tydzień czasu leżał w szpitalu w inkubatorze do tego był dwa razy naswietlany przez zoltaczke. Co do karmienia nie poddalam się i odciagalam małemu mleczko co dziennie . Gdy już nadszedł ten wspanialy dzień wyjścia ze szpitala miałam wielkie obawy a co jeśli mleka mi nie starczy i będzie nie najedzony. W domu nie poddalam się sama zaczęłam przykładać malca do piersi ale nie mógł zaplapac. Był jednym z tych leniwych dzieci tak powiedziała mi Pani położna która przyszła do domu. Stawierdzila ze mam dalej odciagac, Ale ile można było. Odciaganie wykanczalo mnie byłam na skraju wytrzymalosci. Ale jednak byłam silna motywowal mnie mój Jasio. Laktator jednego dnia schowalam i tak do dnia dzisiejszego karmię małego piersia . Jestem z siebie bardzo dumna .

  20. Od pierwszego dnia, kiedy dowiedziałam się, że będę mamą wiedziałam, że chcę karmić piersią. Za wszelką cenę. Wiedziałam, że nic lepszego nie mogę dać swojemu dziecku. Jednak ta myśl mnie przerażała, ponieważ naczytałam się o problemach mam, o bolących i poranionych sutkach, o braku odruchu ssania u dziecka, o złym przystawianiu. Przeczytałam książkę o tym, jak prawidłowo karmić i przystawiać i moje obawy były jak stąd do kosmosu – czy sobie poradzę? W mojej rodzinie dziewczyna, która była w ciąży w tym samym momencie co ja mówiła, że co to za problem sobie wymyślam, że dziecku wpycha się pierś do buzi i je. No i faktycznie – z takim podejściem karmiła swoje pierwsze dziecko 3 miesiące. Ja jednak chciałam dużo dłużej. Urodziłam przez cc, chociaż bardzo chciałam sn, wiedziałam, że wtedy nie będę miała takich problemów. Jednak po cc dziecko dostałam dopiero po 10h. Ciężko było przez ból brzucha nachylać się po córkę, spróbować tak ją podnosić, aby nie zrobić krzywdy, przecież nigdy takiego maleństwa nie miałam na rękach. Po nieudolnych próbach przystawienia poprosiłam położną o pomoc, złapała mnie za sutka, wepchnęła jakoś dziecku do ust i poszła. W żaden sposób nie poinstruowała mnie jak przystawić. Ja jednak byłam zawzięta, kombinowałam, próbowałam z każdej strony żeby mała tylko zaczęła ssać. Brzuch bolał mnie bardzo, byłam zmęczona, ale nie poddawałam się. Przychodziły położne i chciały ją dokarmiać, bo płacze. Nie zgodziłam się na to i próbowałam dalej. Nie ułatwiało mi również sprawy to, że moja współlokatorka karmiła swoje dziecko bez problemu. Obracałam się wtedy na drugi bok i płacząc w poduszkę zastanawiałam się czy jestem złą matką, skoro nie potrafię nakarmić swojego dziecka. Wzięłam się w garść. Piłam herbatki na laktację i siedziałam w szpitalnej toalecie z laktatorem w dłoni żeby tylko się rozkręcić. Dziewczyny, kiedy pierwszy raz udało mi się odciągnąć 20 ml własnego mleka, popłakałam się ze szczęścia. Wybiegłam z tej cholernej toalety aby czym prędzej nakarmić córkę. Wiedziałam już, że będzie dobrze. Musimy tylko wrócić do domu i tam już wszystko się unormuje. I tak właśnie było. Pomimo, że kilkukrotnie zmagałam się z nawałem pokarmu i zapaleniem piersi, walczyłam z tym, okładałam się tą śmierdzącą kapustą i przystawiałam, przystawiałam i jeszcze raz przystawiałam Milenkę. Wiedziałam, że ona potrzebuje mnie, a ja jej. I wiecie co, naprawdę nie ma piękniejszego widoku niż ten, kiedy ona je, patrzy mi się wtedy w oczy i uśmiecha się z cycusiem w buzi. Wiem, że tylko ja mogę ją ukoić i to jest najlepsze uczucie na świecie. Chcę jak najdłużej karmić i jeszcze, jeszcze, jeszcze! Oczywiście karmię swoje dziecko zawsze i wszędzie, kiedy mnie potrzebuje, staram się to robić jak najbardziej dyskretnie. Widziałam te miny ludzi, które mówiły „czy ona wstydu nie ma?”. Powtarzałam sobie wtedy, że na 90% nigdy więcej tych ludzi nie spotkam więc dlaczego mam się przejmować ich opinią. Córka i jej szczęście są dla mnie najważniejsze.

  21. Jestem mamą prawie 10cio miesięcznej dziewczynki. Karmię piersią na żądanie. Bliscy a nawet położna wątpili czy w ogole bede karmić bo jestem bardzo szczupła, a moje piersi nic sie nie zmieniły, przed samym porodem ważyłam 49kg. Już będąc w ciąży zależało mi na tym aby karmić, ale zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam. Przyznam że chodziło mi głównie o względy ekonomiczne, wygodę, ale też budowanie w ten sposób odporności dziecka. Byłam nastawiona na to, że będę odciągać pokarm i na wyjściach podawać z butelki bo nie chciałam karmić przy kimś. Sądziłam, że co to za problem wyskoczyć czasem na piwo ze znajomymi przecież mogę na weekend ściągnąć mleko. Wszystko się zmieniło, gdy urodziła się moja córeczka. W szpitalu mała piła tylko z jednej piersi, drugiej nie umiała złapać. Piła i spała, ja byłam szczęśliwa że pokarm jest. Po powrocie do domu zaczęły się schody. Dziecko prawie nie śpi, ciągle przy cycu. Piersi nie miały kiedy się napełnić a ona znowu głodna. Ciężko mi było iść wziąć prysznic bo mała spała spokojnie tylko przy piersi. Nie mówiąc już o zrobieniu czegokolwiek w domu. Byłam zmęczona i zła na tą całą sytuację. Spacery trwały 5min i musieliśmy wracać na karmienie. Bo z mojego odciągania wyszlo tyle, że nie mialam poprostu na to czasu. Oczywiście bliscy bardzo mnie ‚wspierali’ słowami ‚daj ty jej mm, masz za mało pokarmu, naje się i pośpi dłużej’, uległam tylko raz a moje maleństwo i tak wybrało pierś. Trwało to jakieś 3-4msc. Oczywiście mogłam zrezygnować, ale.. no właśnie.. moje myślenie bardzo się zmieniło odkąd malutka jest ze mną. Teraz chcę dla niej jak najlepiej, a czuje że kp to najlepsze co mogę jej zaoferować. Nie poddałam się i karmię do dziś, już nie ze względu na ekonomię, wygodę (choć to też teraz widzę inaczej), ale dla mojego dziecka i jego potrzeby bliskości i bezpieczeństwa. Nawet dziś nie jest łatwo bo wszystko co robię podporządkowane jest pod kp, wyjścia z domu też,dlatego taka chusta bardzo by nam się przydała. Wszyscy pytają kiedy skończę karmić, ale ja na razie nawet o tym nie myślę. Mała na widok cyca głośno się śmieje, więc jak mogłabym jej to odebrać i dać w zamian butelkę?

    1. Prosiłabym o usunięcie tego komentarza bo przez błąd na telefonie myślałam, że się nie dodał i napisałam drugi.. Pozdrawiam 🙂

  22. 30.06.2015 r urodziłam syna przez CC. Od razu zabrano mi dziecko, po czym zostało przyniesione po ok 2 godz do karmienia. Z powodów kardiologicznych byłam podłączona do ekg, dodatkowo unieruchomiona na 12 godz przez znieczulenie. Położna zamiast mi pomóc przy pierwszym karmieniu położyła obok mnie z totalną znieczulicą dziecko. Stwierdziła, że „nie chciało mi się rodzić dołem”, dlatego ona „nie będzie sobie przy nas łamać kręgosłupa”. Jest noc, a ona nie ma w obowiązku świadczyć mi jakiejkolwiek pomocy laktacyjnej ani tym bardziej opiekować się moim dzieckiem podczas mojej niedyspozycji fizycznej. Jej słowa tak mnie oburzyły, że ze łzami w oczach wyprosiłam ją z sali. Nie chciałam, żeby ktoś tak podły przebywał w naszym towarzystwie. Poczułam się totalnie zrównana z ziemią. Następnego dnia podczas obchodu złożyłam skargę u lekarza na podstępowanie położnej przez co spotkałam się z solidarną niechęcią personelu w stosunku do mnie i dziecka. Od początku miałam problem z wklęsłymi brodawkami, przez ból pooperacyjny nie mogłam sobie poradzić ze znalezieniem prawidłowej pozycji do karmienia. Dziecko było ciągle głodne, płakało. Pielęgniarki mimo mojego zakazu co kilka godzin podawały dziecku na uspokojenie krople espumisanu bez konsultacji z pediatrą. Dodatkowo, żeby zaspokoić głód podawały non stop glukoze przez strzykawkę. Jakże bezczelne było ich zachowanie, kiedy podały dziecku butelkę starego mm, które zostało od razu zwymiotowane.. MM trzeba spożyć do 2 tyg po otwarciu, a one podały mu wywietrzałe, takie które kiedyś jedna z matek wychodząc zostawiła na wszelki wypadek gdyby trzebabyło kogoś podratować. To mną totalnie wstrząsneło. Znowu zlożyłam skrgę na bezmyslne postepowanie pielegniarek opiekujacych sie noworodkami. Poprosialam moją siostre zeby przywiozla mi kapturki do karmienia oraz poduszkę rogala. Dzieki temu dziecko wyrobilo w sobie odruch ssania w 3 dniu pobytu w szpitalu. Jakiez bylo poruszenie na szpitalnym korytarzu, ze Filip wkoncu sie najada i nie placze, ze matka ktora powinna miec wiedze ksiazkowa opanowana w jednym palcu wkoncu nauczyla sie karmic dziecko. Odliczalam tylko godzny do wyjscia. Po powrocie do domu ogarnelo mnie totalne przygnebienie. Balam sie, ze sobie nie poradze. Bez wsparcia rodziny nie dalabym sobie rady z karmieniem. Moj brat motywowal mnie, ze moj pokarm jest najlepsza wartoscia jaka moge dac od siebie dziecku, zebym sie nie poddawala tak kiedyś jak jego żona. Po 7 dniach pobytu w domu dostalam okropnego nawalu pokarmu, nie moglam sobie poradzic domowymi sposobami z zastojem, dlatego niezbedny byl anybiotyk. Pomogl. Moja organizm, produkowal bardzo duze ilosci mleka, w nocy budzialam sie i dwukrotnie zmienialam pizamę, Przez 3 miesiace karmilam przez kapturki laktacyjne, wbrew opini nie mialam problemu z zahamowaniem laktacji. Pewnej nocy ich nie załozylam celowo, dziecko wkoncu nauczylo się ssac bez nich. Nie wiedzialam tez wtedy ze jest ktos taki jak CDL. Mysle, ze lepiej poradzilabym sobie przy pomocy fachowego wsparcia. Ale przez wszytskie problemy przeszłam dzielnie sama, ani razu nie podałam dziecku mm. Dzisiaj jestem w kolejnej ciązy – 9 tydz. Nadal karmię mojego małego ssaka, chociaz z żalem wg zaleceń gineologa będę musiała zakonczyc nasza mleczna przygygodę. Na poczatku bylam zniechecona do karmienia, dzisiaj jest mi przykro ze musze zrobic chwilowa przerwe. Niezwykla jest wiez i milosc jaka dzieki karmieniu polaczyla mnie z synem. Po kolejnym poprodzie nie wykluczam dalszego karmiania w tandemie. To moje male marzenie.

  23. Pierwszy tydzien karmienia nalezal do najkoszmarniejszych tygodni w zyciu, syn ciagle wisial na piersi i pozwalal sie odstawiac tylko na chwile. Jednak nie poddawalismy sie z mezem ani troche i z anielskim spokojem czekalismy na ustabilizowanie sytuacji. Wszystko pieknie uplywalo, az przyszedl dzien zaszczepienia syna i wtedy rozpoczal sie prawdziwy koszmar, Franek po szczepionce nie chcial ssac i denerwowal sie przy piersi, a ja jako litujaca sie mamusia sciagnelam mu pokarm i podalam w butelce. Niestety od tego dnia, moj syn poznal co to butelka i z dnia na dzien poprzestawal chetnie ssac piers, a ja musialam coraz wiecej czasu spedzac przy laktatorze by utrzymac laktacje i nie podawac mleka modyfikowanego. Dodatkowo wypijalam butle za butla wody, femaltiker i herbatki ziolowe. Ciekawe w tym wszystkim bylo to, ze jedynie w nocy przy zapalonej lampce moglam go przechytrzyc i spokojnie nakarmic bezposrednio z piersi. Na domiar zlego zaczelam miec problemu z oczami i trafilam do szpitala, dostalam silne leki, a lekarze odradzili karmienie. Jednak czekam ze spokojem, az leki przestana utrzymywac sie w organizmie i sciagam laktatorem mleko by jednak jeszcze pokarmic troche mojego malego terroryste, ale dzwieku laktatora nie zapomne na pewno do konca zycia

  24. Jestem mamą prawie 10cio miesięcznej dziewczynki. Karmię piersią na żądanie. Inne posiłki na razie jej nie potrafią zastąpić mamy. Bliscy a nawet położna wątpili czy w ogole będę karmić bo jestem bardzo szczupła a moje piersi nic sie nie zmieniły, przed samym porodem ważyłam 49kg. Już będąc w ciąży zależało mi na tym aby karmić piersią, ale zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam. Wiedziałam, że to dobre dla odporności dziecka, ale przyznam, że chodziło mi też o wzgledy ekonomiczne i wygodę. Chciałam odciągać pokarm i na wyjścia podawać z butelki bo nie chciałam karmić przy kimś. Sądziłam, że to nie problem wyjść czasem ze znajomymi na piwo bo przecież mogę ściągnąć mleko na weekend. Wszystko się zmieniło, gdy urodziła się moja córeczka. W szpitalu piła i spała. Ja byłam szczęśliwa, że pokarm jest. Schody zaczęły się w domu. Dziecko prawie nie śpi. Ciągle przy cycu. Nie umiałam iść pod prysznic bo mała była spokojna tylko przy piersi, nie mówiąc już o zrobieniu czegokolwiek w domu. Mała płakała bo piersi nie miały czasu się napełnić, ja płakałam razem z nią. Byłam zmęczona i zła na tą całą sytuację. Spacery trwały 5min i musielismy wracać na karmienie. O moim planowanym odciaganiu nie było mowy, bo po porostu nie miałam na to czasu. Bliscy bardzo mnie ‚wspierali’ słowami ‚daj jej mm, masz za mało pokarmu, ona jest głodna, naje się to pośpi dłużej’, nawet położna mnie do tego namawiała mimo iż córeczka przybierała prawidłowo. Uległam raz a moje maleństwo i tak wybrało pierś. Trwało to jakieś 3-4msc zanim jakoś to sobie poukładałyśmy. Mogłam zrezygnować, ale nie poddałam się i karmię do dziś, bo odkąd mała jest ze mną moje myślenie bardzo się zmieniło. Chcę dla niej jak najlepiej a wiem, że kp to najlepsze co mogę jej zaoferować. Nie jest to już dla mnie tylko obowiązek ‚bo tak trzeba’ ale i przyjemność. Budujemy wspólną bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Dziś też nie jest łatwo bo nasze wyjscia podporządkowuje pod kp na żądanie, czy będzie ją gdzie nakarmić, więc taka chusta bardzo by się nam przydała. Wszyscy pytają kiedy skończę karmić, ale gdy moje malarstwo widzi cyca głośno się śmieje wiec jak mogłabym jej to odebrać. Nawet nie w głowie mi odciąganie, bo nie chce stracić ani jednego naszego cycowania 😉

  25. Moja przygoda mleczna rozpoczęła się 3,5 miesiąca temu, kiedy narodziło się nasze pierwsze dziecko. Jestem młodą mamą i to co wiedziałam na temat karmienia piersią w momencie narodzin, to tyle, że „wszystko siedzi w głowie” i jeżeli chcesz karmić to będziesz karmić, należy tylko dziecko często przystawiać do piersi, raz lewej, raz prawej. Choć w teorii brzmi to prosto, w praktyce tak łatwo nie było. Synek ssał na początku ładnie i często. Jeszcze podczas pobytu w szpitalu nie mieliśmy problemów, pojawiły się one po powrocie do domu. Synek wisiał na piersi i zewsząd słyszałam głosy, że z pewnością wynika to z tego,że jest stale głodny, że nie dojada, że mam za mało pokarmu albo też moje mleko jest za chude… Choć synek ładnie przybierał na wadze, ja rzeczywiście zaczynałam wątpić w skuteczność swojego karmienia, płakałam i nawet kazałam mężowi kupić mleko modyfikowane. Jednak podanie mm uznałabym za swoją porażkę i postanowiłam się jeszcze nie poddawać i dać nam jeszcze tydzień lub dwa. Dzięki poradom karmiącej koleżanki oraz informacjom blogerek przestałam słuchać wspomnianych komentarzy, przystawiałam syna kiedy tylko chciał, odpoczywałam, zdrowo jadłam oraz piłam dużo wody i Femaltiker. Cieszę się, że dałam nam – sobie i synkowi ten czas, ponieważ dziś karmimy się z wielkim sukcesem. Syn nie wisi już na piersi, a ja nawet odciągam regularnie pokarm laktatorem na sytuacje, gdy syn zostaje w domu sam z tatą. Mm nie podaliśmy do tej pory i myślę, że tak już zostanie. Co rzeczywiście pomogło? Do końca nie wiem. Myślę, że wszystko jest ważne: głowa wolna od zmartwień, częste przystawianie, nie przemęczanie się, odpowiednia dieta, jak i dodatki w formie herbatek czy innych preparatów. Te rady polecę każdemu!

  26. Mam córkę 20 miesięczną. Karmiłam ją piersią może 2 tygodnie, niestety później bardzo tego żałowałam ( że tylko tyle mi się udało). Co było powodem? Dużo tego- pierwszy raz zostałam mamą, nowa sytuacja dla mnie. Wszystko takie trudne na początku. Chciałam najlepiej. Ja wiedziałam lepiej. Mała ciągle przy cycku? Jak to możliwe – na pewno nie mam pokarmu ! Trzeba dokarmiać. Tak mnie ta sytuacja przerosła, że nie mogłam iść nawet do toalety czy coś zjeść, a przecież to potrzeby na porządku dziennym. Nie jadłam za wiele to skąd też mam mieć pokarm, a jak ruszyłam do kuchni czy toalety to już wołało mnie dziecko z płaczem lub ktoś z otoczenia że dziecko przecież głodne a ja nie nakarmiłam. Rady innych też szły w tym kierunku- na pewno masz mało pokarmu, mała jest głodna i przez to tak mało śpi, bo ciągle się domaga piersi. Jest głodna. Niestety nie było to motywujące. Następny problem- mała płacze i płacze- to na pewno przez to, że coś zjadłam nieodpowiedniego słyszałam ciagle- jak się domyślasz znowu to było mało motywujące. Ja płakałam z nią. Z bezradności. Mowilam sobie, ze co ze mnie za matka, ze nie potrafię dziecka nakarmić i uspokoić… a ona po prostu miała niedojrzałe jelita do końca, odpowiednie leki i problem minął po 3 tygodniach. Niestety już wtedy nie karmiłam piersią. Żałowałam strasznie. Byłam taka nieświadoma wszystkiego. To, że dziecko chce piersi, to chyba dobrze – samo dostosuje produkcję mleka do swoich potrzeb. Teraz wiem. Dieta matki karmiącej? Już teraz inaczej na to patrzę. Ale problem też był we mnie – wstydzilam się po po prostu karmić przy kimś. Byłam zawsze skrępowana. To raczej też nie pomagało mi przejść przez ten czas. Nie lubiłam, gdy ktoś zaglądał mi jak dziecko je. To też był jeden z powodów, że skończyła się ta przygoda. Teraz zostanę mamą jak Ty po raz drugi ( za ok 6 tygodni) i mam nadzieję, że uda mi się karmić piersią jak najdłużej. A taka chusta to byłby strzał w 10 dla mnie, nie miałabym problemu z kamieniem w miejscach publicznych czy po prostu w większym gronie. Zazdroszczę, że niektórym tak łatwo to przychodzi – ale to może tylko tak wygląda z tej strony a tak serio to te kobiety też walczyły o karmienie piersią. Tego nie wiem. Wiem, że ja teraz będę walczyć. O każdy dzień karmienia naturalnego. Mimo poranionych brodawek, mimo „dobrych rad ” ! Trzymaj za mnie kciuki ! Pozdrawiam 🙂

  27. Moje początki karmienia były bolesne i trudne. Bolesne? Chyba każda nowo upieczona mama zdaje sobie sprawę z bólu podczas pierwszych tygodni karmienia. Ja też o tym wiedziałam, ale gdy rodzina zaczęła mi o tym mówić, zaczęłam zastanawiać się czy w ogóle chce karmić piersią, czy po prostu to sobie ułatwić i podawać mm. Od marca jestem szczęśliwą mamą jak Ty Viola, tylko że ja na porodówkę pojechałam tydzień później:) Poród nie przebiegł po mojej myśli, po 12 godzinach skurczy zdecydowano się na cesarkę! Wpadłam w panikę! Ale jak to cesarkę czy coś jest nie tak? Powiedzieli mi, że nie ma rozwarcia i nie ma innego wyboru. Nie słyszałam pierwszego krzyku mojego dziecka, nie trzymałam go przy piersi zaraz po urodzeniu. Po godzinie od urodzenia wzięłam swoje maleństwo w ramiona i zakochałam się, to o czym myślałam wcześniej wyleciało z głowy. Ten ból, martwienie się o to jak moje piersi będą wyglądały. Nic nie było ważne!
    Mały nie mógł złapać, gdyż miałam wklęsłe brodawki, ale nie poddawaliśmy się. Przystawiałam syna nawet co pół godziny aby jadł i nabierał wprawy w łapaniu i trzymaniu. No i udało się z biegiem czasu czasem już nawet sam łapał, ale po miesiącu od urodzenia po karmieniu mały strasznie płakał. Rodzina, znajomi mówili mi „on się nie najada! kup mleko modyfikowane i podaj mu raz na dzień! zobaczysz, że nie będzie płakał.” Ale ja nie słuchałam to moje dziecko i diety rozszerzać nie będę! Przystawiałam go kiedy tylko chciał, czasem nawet byłam tym zmęczona. Ale udało się! Syn tylko na cycku i tak pozostanie na DŁUGO! I to będę się starać! Bo przecież karmienie piersią jest to najpiękniejszy moment w życiu matki i dziecka, ta bliskość, uśmiech do mamy podczas karmienia, aż się czasem łezka w oku kręci.

  28. Zacznę od tego, że to moje pierwsze dziecko i pierwsza przygoda z kamieniem. A zaczęło się od tego,że cała ciążę mialam w głowie „będę karmiła piersia”. Balam sie ze nie bede miala pokarmu, bądź będzie niewystarczajacy dla małego. Nadszedł dzień porodu. Wszystko pięknie, urodziłam wspaniałego syna. Od razu po porodzie przystawiono mi go do piersi, później starałam się karmić na żądanie bądź co 3h max. Codziennie wieczorem w szpitalu dzieci były ważone, mierzone itp. Wydawało się wszystko w porządku dopóki nie przyszło nam wyjsc do domu. Okazało się że mały spadł mi z wagi az 200gram!! Dodam że w szpitalu nikt niczego mi nie pokazał, Wszystko o karmieniu wiedziałam z książek bądź z tego jak mówiła mi mama przez telefon (jak lezalam w szpitalu był zakaz odwiedzin-epidemia grypy) dziennie były wizyty. Żadna z położnych nie zauważyła bądź nie chciała zauważyć że mały spadł z wagi i żadna nie zwróciła mi uwagi. W dzień wyjścia do domu jak dowiedziałam się o spadku wagi odeszły mi wszystkie siły, bylam załamana. Karmiłam mojego syna dniami i nocami a okazało się że źle! Ze mały się nie najadał bo nie umiał złapać brodawki. Prosiłam o pomoc przy karmieniu , o pokazaniu to słyszałam że ktoś przyjdzie.. finał był taki że nikt nie przychodził, A ja walczyłam całymi dniami zeby cokolwiek zjadł i przybrał na wadze. Udało się mały w ciągu jednej nocy przybrał 80gram, A ja dostałam takiego powera do karmienia, ze wiedzialam ze predko się nie poddam. następnego dnia mogliśmy wyjsc do domku. Bolace piersi, nawał pokarmu, popękane brodawki,karmienie ze lzami w oczach .. ten strach czy mały się najadał. (Jest tak spokojnym dzieckiem że nawet mi nie płakał jak był głodny, pchal raczki do buźki -myslalam ze to normalne,albo spal więc nie wiedziałam czy jest glodny). Bylam zdana sama na siebie ale udało się. Zacisnelam zęby i nasza przygoda z kamieniem trwa już za momencik 4miesiace. Pozdrawiam

  29. Moja przygoda z karmieniem piersią rozpoczęła się w dniu narodzin mojego obecnie 21miesięcznego syna, z którym po porodzie niestety miesiąc byliśmy w szpitalu..
    Może i powinnam ‚dziękować’ losowi, że tak się stało, ponieważ położne byly bardzo pomocne w przystawianiu małego do piersi. Jako matka karmiąca mogłam spać na sali z malenstwem.
    Położne były na zawolanie – w dzień i w nocy. Wystarczyło nacisnąć przycisk. Na początku czułam się niezręcznie, gdy musiałam prosić o pomoc przy każdym dostawianiu, ale w końcu razem z Olivierem nabralismy wprawy.. 🙂
    NIESTETY karmiłam tylko z jednej piersi. Mój błąd. Nie dostawiałam zbyt często do drugiej piersi, ponieważ moj sutek był całkowicie wklęsły, przez co Olivier się złościł. Odpuściłam. Jedynym problemem, który pojawił się u nas podczas karmienia to taki, że po operacji pierwotniaka (guza na pupie z niewiadomych przyczyn) Olivier nie miał siły ssać i ciągle chciał spac. Bałam się, że przestanę produkować mleko, tyle ile potrzebuje mój syn, więc położne znalazły dla nas rozwiązanie. Mialam spróbować odciągnąć mleko do butelki (jeszcze byliśmy w szpitalu) – odciągnęłam za pomocą elektrycznego laktatora. Efekt żaden, bo maly jeszcze bardziej nie chciał pić. Doktor, który opiekował się moim synem, powiedział, że syn szybciej dojdzie do siebie jak będzie ssać piers. Zaczęłam starania i owszem było ciężko.. bo trzeba było często dostawiac, wstawać w nocy i wyciągać dziecko z łóżeczka razem z kablami, pod które był podpięty, ale.. w końcu się udało.
    W efekcie syn był strasznym cycusiem 🙂 karmiłam Go 17 miesięcy – wszędzie gdzie tylko byla konieczność nakarmienia mojego malego ssaka.
    Zdanie „Karmiące cyce na ulicę” zaczęło nabierać dla mnie przyjmnego znaczenia.
    Pierś przestała być ‚seksualna’, a zaczęła byc w pewnym sensie butelką dla dziecka. Potrzeby mojego dziecka do dziś są na pierwszym miejscu.
    Przestałam karmić dlatego, że zaszłam w kolejną ciążę i bałam się, że później będzie trudniej oduczyć od mamusi mleczka.
    3dni i noce trudów – teraz tylko czasami muszę przytulić Go do gołej piersi, np jak zasypia bo tak chce. Dzis stwierdzam, że karmienie to cudowny czas. Nie wyobrażam sobie nie karmić mojej przyszłej córeczki z piersi. Będzie cycus, o ile pójdzie nam tak dobrze jak przy synku. Tylko tym razem.. z dwóch piersi! 😉 co z tego wyjdzie? – zobaczymy w sierpniu.
    POZDRAWIAM KARMIĄCE MAMY! ;*

  30. Ja również chętnie opowiem swoją przygodę z karmieniem,która niestety nie była łatwa. Dostaliśmy z synkiem trudny start,nie tylko pod względem karmienia… Musieliśmy również walczyć z innymi przeciwnościami losu ale udało się! I to jest najważniejsze 🙂

    Poród miałam wywołany nieco wcześniej,ponieważ u synka wykryte zostało duże wodonercze a leczenie było możliwe tylko po przyjściu małego na świat. Urodził się drobny a ssanie piersi przynosiło mu duże problemy,nie chciałam zgodzić się na dokarmianie mlekiem modyfikowanym,chciałam zrobić wszystko aby był na moim pokormie,ze względu na wartości jakie wtedy otrzymuje dziecko.

    Poród niestety zakończył się cesarskim cięciem,co wszystko dodatkowo nam utrudniało,ponieważ pokarmu były znikome ilości. Walczyłam całą noc i przystawiałam małego do piersi… To naprawdę nie było łatwe,on płakał,ja płakałam i nie wiedziałam już co będzie lepsze. Z samego rana zdecydowałam się kupić kapturki… I mały pięknie zaczął ssać a pokarmu z każdym dniem było coraz więcej,w trzeciej dobie pojawił się nawał,który dość szybko się ustabilizował. Po miesiącu brodawki pięknie zaczęły się wyciągać i małemu udało się chwycić pierś – dla mnie było to ogromne szczęście! Nie miałam pojęcia,że można tak bardzo to wszystko przeżywać,ale to zrozumieją tylko kobiety które mają szczęście nazywać się mamusiami 😉

    Teraz czeka nas trochę stresu przed operacją synka ale mam nadzieję,że nie wpłynie to na laktacje i dalej będę mogła dawać mojemu dziecku to co najlepsze!

    Pozdrawiam! 🙂

  31. Moje pierwsze dziecko – Marysia, miała urodzić się 9 marca. Od początku wiedziałam, że będę karmić piersią, bo to najlepsze dla dziecka. Też nie miałam o tym dużego pojęcia, z opowiadań mamy i cioci wynikało, że wystarczy chcieć. Miałam złe zdanie o kobietach, które mówią, że nie miały pokarmu albo ich pokarm był niewartościowy (cokolwiek to znaczy). Jako, że jestem perfekcjonistką i przeczytałam książkę „język niemowląt” Hogg Tracy, miałam wszystko idealnie zaplanowane. Rozrysowałam tabelkę karmień, gdzie miałam wpisywać godziny karmień, z której piersi, ile… Marysia przyszła na świat 6 marca i od samego początku była najgłośniejszym dzieckiem w szpitalu. Ja zmęczona po porodzie naturalnym, nie umiejąca poradzić sobie z jej płaczem, sama płakałam. Położne tylko przywoziły mi córkę i zabierały do siebie. Przystawiałam ją do piersi cały czas a ona wciąż płakała. W końcu po jakimś ważeniu dostała obowiązkowe dokarmianie. Pamietam wtedy, że zadzwoniłam do męża i nie mogłam powstrzymać płaczu. Ja, perfekcjonistka, idealnie wszystko wyliczone i ja właśnie nie mam pokarmu? Byłam zła na siebie, na szpital, na cały świat! Zapomniałam wspomnieć, że przy porodzie Marysi złamali obojczyk więc dłużej leżałyśmy w szpitalu, a przez ostatnie 4 dni same na sali. Okropnie się czułam i nie mogłam doczekać się wyjścia z tego okropnego szpitala, a z drugiej strony bałam się co będzie, gdy w domu zostanę z małą sama. Po powrocie do domu mąż szybko pojechał po mleko w proszku do apteki, ale ja postanowiłam, że dalej będę próbować i wiecie co? Od 2,5 miesiąca leży u nas nieotwarte opakowanie mleka a ja z powodzeniem karmię tylko piersią! Marysia dalej lubi sobie pokrzyczeć ale nie jest to wynik głodu, poza tym ładnie przybiera a ja jestem szczęśliwa 🙂

  32. Jestem Mamą 10 miesięcznej Jagódki. Moja przygoda z karmieniem nie była usłana różami.Zaczęło się od problemów z brodawkami… W sumie z ich brakiem. Były płaskie jak stół. Spróbowalam karmić kapturkami. Jest. Córka ciągnie pierś bez problemu. Mała mogla spędzić ze mna całe dnie leżąc na łóżku przy piersi… Po wielu próbach kapturki odstawiłam po 13 dniach. Ufff…Udało się uniknąć popękanych brodawek. Koszmar zaczął się za jakieś 2 tyg. Ogromny nawał pokarmu… nie mogłam odciągną piersi, jedynym moim laktatorem była moja córcia, która potrafiła przesypiać nawet 6 godz w nocy. Więc piersi chciały mi pęknąć… Wszystko ustabilizowało się po jakiś 3 miesiacach. Równomierne przerwy między posiłkami normalnie wyglądające piersi… Dzis cieszę się że przetrwałam ten trudny czas. Mam nadzieję że nasza przygoda z karmieniem jeszcze potrwa jakiś czas.
    Przed porodem koleżanka powiedziała że karmi się psychika… Teraz potwierdzam to w 100% te mamy które uwierzyły że dadzą radę karmia swoje pociechy piersią.

  33. Rodziłam mojego synka 2 tygodnie po Tobie 🙂 po szkole rodzenia wiedziałam co nie co o karmieniu piersią dlatego tez nie pozwoliłam na dokarmianie go mlekiem modyfikowanym. Przystawilam syna zaraz po porodzie, coś próbował ssać ale czy dostał troszkę siary tego nie wiem 😉 Następnego dnia trafiłam na cudowna położna która pomogła mi przystawic synka. Niestety główna przeszkoda były moje płaskie brodawki. Mały się niestety niecierpliwił i nie umiał złapać brodawki. Ten pierwszy dzień był okropny – pracowałam strzykawka nad wyciągnięciem brodawek, odciągalam pokarm laktatorem ale było go tak malutko ze musiałam robić to strzykawka a ból przy tym był okropny. Na szczęście zaczął się pojawiać pokarm a mój mąż pobiegł do apteki kupić kapturki i to one do dzisiaj są moim wybawieniem. Wiem ze jest dużo przeciwników ale to one uratowały moja laktację i tym sposobem karmie do dzisiaj. Próbowałam odstawiać mnóstwo razy różnymi sposobami ale niestety się nie udało. Za to mały rośnie jak na drożdżach, ma wilczy apetyt zawsze i wszędzie 🙂 często używam tez laktatora i dzięki temu dzidziuś jest zawsze szczęśliwy i najedzony 🙂 a ja mam pewność ze daje mu od siebie to co najlepsze 🙂

  34. A więc moja mleczna droga rozpoczęła się 21 marca br. Tego dnia przyszedł na świat mój synek Oliwier. Od samego początku ciąży wiedziałam,że będę karmić piersią,choć wtedy jeszcze nie miałam bladego pojęcia jak to będzie wyglądać,z czym będę musiała się zmierzyć. Swoją pociechę nakarmilam,choć może lepiej nazwe przystawilam poprostu do piersi (nie był głodny bo był dokarmiany w szpitalu mm)dopiero następnego dnia, z powodu problemów przy porodzie. Było to niesamowite uczucie,kiedy ten maleńki ssak tak bardzo mnie potrzebował,aby być przy mnie i ssał, aby jeść. I od tamtej pory karmienie jest czymś niesamowitym i każdego dnia patrze na malucha kiedy on je i to są nasze wspaniałe chwile♡. Oczywiście nawet wręcz książkowo nie ominęły nas nawał pokarmu w 4-5 dobie (choć nie raz w ciągu tych miesiecy budziłam się cała mokra niczym miss mokrego podkoszulka), w 5 tygodniu przez 3 dni meczylismy się z powodu braku pokarmu(malutki wciąż płakał, ponieważ był głodny), popękane brodawki,bolące piersi ,czy mniejsza ilość mleka od stresu nie są nam obce. Wciaz zmagamy się z przeciwnościami, póki co przezwyciężamy je. W ciągu tego czasu już parę razy miałam w głowie, aby to porzucić,bo nie musiałabym się tak męczyć i byłoby to prostsze. Lecz wiem, że nic nie zastąpi mu tak dobrego mleczka jak moje, a mi nikt nie odbierze wspomnień z tych naszych wspólnie spędzanych chwil.♡

  35. Właśnie urodziłam drugiego synka, lezymy jeszcze w szpitalu. Porod miałbyc naturalny, niestety z powodu komplikacji zakończył się cesarka. I karmie, mam pokarm, syn godzinę po zabiegu leżał na mnie i ssal jakby robił to całe życie. Mąż był cały czas przy mnie i przykladal małego bo przez 8 godzin nie mogłam podnieść nawet głowy. Z pierwszym synem nie było też łatwo, ja nie umiałam przystawic, on nie umiał złapać brodawki. Dzielnie próbowaliśmy i się oboje nauczyliśmy. Syn jadł co godzinę, dwie przez pierwsze 2 tygodnie. Mamy próbowały mi wmówić że mam za chudy pokarm, że mam dokarmiac bo się wykończe. Ja wiedziałam swoje. Chodziłam z mężem na szkołę rodzenia i tam zdobyliśmy duża wiedzę. Bardzo polecam. Syna karmilam rok, pomimo tego że po pół roku wróciłam do pracy. Po przyjściu z jednej piersi karmilam synka a z drugiej codziennie ściągnąłem pokarm. Żeby karmić trzeba chcieć i mieć samozaparcia. Początki nie są łatwe.

  36. Witaj przeczytałam o konkursie w ten piękny poranek (mój pierwszy dzień matki) ❤️ Moje maleństwo przywitało mnie pięknym uśmiechem i chętnie podzielę się swoją krótką historią związaną z karmieniem. Córeczkę Weronikę rownież urodziłam w marcu jestem młodą mamą nigdy nie zagłębiałam się w temat karmienia nie myślałam o tym czy będę karmić czy tez nie szczerze było mi to obojętne (nikt z mojego bliskiego otoczenia nie karmił piersią!) Po porodzie w szpitalu gdy przystawiałam małą do piersi odrazu moje brodawki zostały poranione ból był przeogromny aż sie trzęsłam na myśl o karmieniu, postanowiłam dokarmić mlekiem modyfikowanym. Położne wzięły mi Weronisię w drugą noc lecz po paru godzinach przyszły z nią do mnie mała płakała (położna powiedziała ze jest najedzona, przebrana lecz nie umią jej uspokoić ) położyła Ją obok mnie i odrazu sie wyciszyła i chodź bardzo bolało ( tak że nie umiałam dotknąć swoich brodawek) podałam córeczce swoją bolesna pierś dokładnie wtedy zrozumiałam i dotarło do mnie jaka jestem jej potrzebna i jestem dla niej najważniejsza a najlepsze co mogę jej dać to swoją bliskość i właśnie pokarm, męczyłyśmy sie jeszcze około trzech tygodni z bolesnymi brodawkami (strupki,rany) ból był ogromny lecz przezwyciężyłem ten okres dla mojej gwiazdeczki, minęły tylko dwa miesiące lecz karmienie piersią jest najcudowniejszym doświadczeniem jakie mnie spotkało uwielbiam karmić moją córeczkę i czuć tą bliskość nie wyobrażam sobie że kiedyś przestanę Ją karmić dlatego myślę że nasza przygoda z KP będzie trwała bardzo długo ❤️ Pozdrawiam serdecznie

  37. Jestem mamą ślicznej juz za chwile 5 miesięczne dziewczynki. Będąc w ciąży najbardziej irytowaly mnie pytania czy będę karmić piersią i jak długo. . Słysząc to pytania dostawałam szału. Źle podeszłam do tematu. Chociaż z perspektywy tych prawie 5 miesięcy moje podejście intuicyjne się sprawdzilo. Fakt bylam nie przystosowana do nowej okoliczności. Całe szczescie moje przygoda z karmieniem mimo braku wiedzy rozpoczela sie wspaniale. Moja córeczka odrazu złapała o co chodzi. Nie było problemów z przyssaniem, nie było bolących, popękanych brodawek. Byłam najszczesliwsza kobieta i nie powiem dumą mnie rozpierala. Do czasu. …jak mala skończyła 4 tyg poszłam z nią na kontrolna wizytę na pediatry. Ja młoda mama. Robiąca wszystko intuicyjnie, ciesząca sie macierzynstwem. Przezylam szok. Pani doktor zwazyla moja córkę i stwierdziła że mam słaby pokarm, córka nie dojada. Przez 4 tyg przybrała 200 gram. Karmiłam na żądanie. Mała w nocy przesypiala prawie całą noc. Ja jej nie budziłam. Pani doktor kazała mi co godzinę ja budzic plus koniecznie podać mm. Wg niej nie dane jest mi karmić i moja przygoda dla dobra dziecka powinna się zakończyć. Szok szok. Wyszłam stamtąd ze lzami w oczach. Robiła wszystko dla swojej córeczki a poczułam się jakbym była zła matka. Najgorsza ma świecie. … nnie podałam się. Nie podaje małej mm. Zmieniłam odrazu lekarza. Nigdy więcej u tej doktorki nie postawie nogi. Moja przygoda z karmieniem trwa już prawie 5 miesięcy . Mała jest pogoda i zadowołona. Ciaglke się uśmiecha 🙂 jeżdżę do szkoły raz w tyg, ściągam pokarm. Mojemu dziecku nic nie dolega. Nowa lekarka stw ze taka jest jej uroda. Od narodzin przybrała niecałe 2 kg. Córeczka pięknie się rozwija. Jestem szcescie ze zaufałam siebie a nie tej lekarce. Pezystawialam mała. Piłam herbatki laktacyjne oraz oczywiście bardzo bardzo dużo wody. Ostatnia usłyszałam ze matka karmiąca na żądanie jest najgorsza matka na świecie. Być może dla otoczenia tak ale najważniejsze że jestem najlepsza mama dla mojej Marcelinki ; dziś Dzień Mamy. Mój pierwszy. Wszystkim mama życzę zdrówka dla swoich pociech. Jesteśmy najlepsze. 🙂

  38. Moja przygoda z karmieniem dość łatwo się zaczęła, juz po porodzie na sali córka, która ma już 9 lat bardzo szybciutko złapała pierś i perfekcyjnie wręcz wcinała przez 40 minut. Było tak superowo przez 2 miesiące. Okazała sie charakterną kobietką i mleko nie mogło lecieć zaraz tylko na JUŻ.TU I TERAZ mleko. Biedna męczyła się i ona i ja, później było coraz gorzej no i jednak mama się poddala. Niedawno, bo miesiąc temu urodził się synek, spokojniutki cichutki pieścioszek. Jak z córką od samego porodu cycuś idealnie. Z laktacja nie ma najmniejszego problemu, wręcz muszę ściągać pokarm gdy mały śpi bo piersi omal nie wybuchną. Mam nadzieję że tym razem nasza przygoda nie zakończy się po 2 miesiącach.

  39. Jestem w 23 tygodniu ciąży i mamą zostanę po raz pierwszy końcem września. Nie możemy się już z mężem doczekać tego wielkiego dnia, w którym zobaczymy naszego Synka <3
    Kompletujemy wyprawkę, rozmawiamy z powiększającym się brzuszkiem i z niecierpliwością czekamy na każde spotkanie z naszym Maluszkiem podczas badania USG. Z racji tego, że jest to moja pierwsza ciąża, emocje które mi towarzyszą są tak silne i skrajne zarazem, że ciężko mi to w ogóle opisać, a nawet pojąć. Radość, szczęście, ogromna miłość (nie wierzyłam do tej pory jak można kochać i tak się martwić o Kogoś, kogo się nie zna, nie widziało i jeszcze nie do końca wierzy się, że zaraz pojawi się na świecie!), ekscytacja mieszają się z obawami, lękiem, strachem przed porodem, bólem i tymi wszystkimi nowymi obowiązkami. Przyznam, że jedną z największych obaw i niewiadomych jest karmienie piersią. Oczywiste było dla mnie od początku to. że chcę karmić dziecko piersią i liczę z całego serca, że będzie to możliwe przez dłuuugi czas. Do tej pory wydawało mi się to proste i naturalne i nie zdawałam sobie sprawy, że ta "prosta" z pozoru czynność wymaga tyle cierpliwości, wytrwałości i wiąże się bardzo często z bólem i frustracją. Wszystko zmieniło się dopiero, gdy zaszłam w ciąże i zaczęłam czytać artykuły o tej tematyce, blogi doświadczonych mam oraz, gdy zaczęłam chodzić na spotkania/kursy z położnymi. I wtedy dopiero dotarło do mnie, że to nie jest wszystko takie proste i jaka długa droga dzieli mnie do takiego pięknego obrazka, który widzimy u góry Twojego posta 🙂 Usłyszałam wiele historii, w których mamy opowiadały jak wiele wysiłku kosztowało je zgranie się ze swoim Maluszkiem i ile łez i potu czasem to kosztuje. Trochę mnie to wszystko wystraszyło i przeraziło, ale moje podejście do tematu nie zmieniło się ani trochę 🙂 Zastanawiam się co w sytuacji, kiedy mi się nie uda, kiedy nie podołam…? Staram się jednak nie zamartwiać na zapas i powtarzać sobie, że wiele kobiet stało przed takimi dylematami i, że wielka miłość do naszych Maluszków oraz kobieca determinacja mogą zdziałać cuda.
    Przypominam sobie również słowa uroczej pani położnej, którą ostatnio poznałam, która podkreśla, że najważniejsze to "dobrze nadziać Pączusia na pierś, a jeśli Pączuś mimo wszystko źle się nadzieje, to poprosić o pomoc męża…Panowie przecież najlepiej umieją nadziewać" 😀 (musiałam się podzielić cytatem, który rozśmieszył całą salę do łez). Nie ukrywam, że dużo otuchy dodaje mi również Violu Twój profil na IG, który obserwuje od jakiegoś czasu. Doceniam to, że dzielisz się z nami swoimi radami i spostrzeżeniami, a co najważniejsze pokazujesz, że przy dwójce (!) Maluchów można to wszystko ogarnąć i w dodatku wyglądać obłędnie 🙂
    A jeśli zapytasz mnie dlaczego to ja powinnam wygrać, to odpowiem najprościej jak tylko się da. Chcę przygotować się do swojej nowej roli najlepiej jak się tylko da, a wygrana w konkursie pozwoli mi się do niej przybliżyć o kolejny kroczek 🙂

  40. Hej!
    Z chęcią opowiem Ci moją przygodę z karmieniem piersią. Jest ona dłuuuuuuuga, bo karmiłam synka aż 20 miesięcy! Maluch bardzo chętnie ssał już od pierwszych chwil. Nie miałam żadnego problemu z laktacją, była rozbuchana jak majowy gaj! Mogłabym wtedy wykarmić trójkę dzieci!
    Mamą zostałam w wieku 22 lat i , o jeju,, jak ja wtedy nic nie wiedziałam! Coś tam czytałam, wiadomo. Jednak byłam otoczona mamami, ciociami, babciami- wszystkie miały dzieci i przecież doradzą. 🙂 Nie nastawiałam się jakoś szczególnie na nic. Jakoś w głowie miałam „będę karmić piersią i już”- nawet nie myślałam, że można mieć z tym jakieś problemy i oczy wytrzeszczałam na dziewczyny, które mówiły „nie miałam pokarmu”, „moje dziecko nie chciało ssać”.
    Ale do rzeczy… Jak zapewne większość z mam przeżyłam ból popękanych brodawek, nawał mleczny, zastój, zapalenie, gorączkę niemal 40 st. 🙂 To wszystko nic. Daliśmy radę.Mimo tego, że pierwszy kryzys przyszedł już po dwóch tygodniach kiedy to naszła mnie ochota na OWSIANKĘ! Mmmm mniam! „Najmądrzejsze” jednak było to, że ową owsiankę przygotowałam sobie na pysznym, zdrowym, tłuściutkim KROWIM MLEKU! Syna wysypało, na calutkiej buzi…. 🙁 Kiedy położna nas odwiedziła od razu stwierdziła że to skaza białkowa! Panika, czytanie w internetach, dieta restrykcyjna, modlitwy żeby chociaż moje mleko go nie uczulało! Bo przecież od razu nie wpadłam na to że krowie mleko to alergen jakich mało! Teraz mogę się śmiać ze swojej głupoty, ale wtedy to były chwile grozy! 😀
    Jednak najgorszą rzeczą jaka mnie spotkała były kamienie nerkowe… tak, tak. jest to związane bezpośrednio z naszym karmieniem piersią, ponieważ ból był potworny, apap to jednak za mało, a funkcjonować trzeba. Pierwsze objawy pojawiły się przy kąpieli. Synek miał wtedy 2 miesiące. Nie wiedzieć czemu nagle siły ze mnie odeszły… zaczęłam się słaniać na nogach, nie mogłam dziecka utrzymać w wannie. Mąż pomagał, a jakże! Ból nerek jest zdradliwy, bo nie od razu można go poznać. Myślałam, że po prostu spadło mi ciśnienie. Położyłam się, odpoczęłam, nakarmiłam synka. zasnął. Około 22 ból i dolegliwości były już nie do zniesienia. Postanowiliśmy pojechać na izbę przyjęć. Nie zgodziłam się na hospitalizację, dostałam zastrzyk, który miał mi pomóc. Pani doktor powiedziała że mimo tego że karmie, jeżeli dolegliwości powrócą wziąć KETONAL! Nic więcej jak na razie nie mogą zrobić. Maluch całą noc nie spał razem ze mną. był grzeczny, ale nie spał. Najgorsze było to, że nie chciał zupełnie jeść mleka modyfikowanego. Ale tak WCALE! Butelka, smoczek- największe zło. W szpitalu dostałam zastrzyk- panika! Przecież on to zje razem z moim mlekiem. Odczekałam najdłużej jak się dało. Mimo tego, że wyraźnie zaznaczyłam lekarce, że karmię piersią nie miałam pewności czy leki które dostałam nie zaszkodzą maleństwu. Musiałam nakarmić go piersią. Przystawiałam go wtedy ze łzami w oczach, tłumacząc sobie, że przecież gdyby to było niebezpieczne dla dziecka, to by mi powiedzieli, że przecież nic mu się nie stanie, lakraka powiedziała, to wie!… Synek zjadł i zasnął na dłuższą chwilę. Nie pamiętam dokładnie kiedy ale nad razem wzięłam wcześniej wspomniany ketonal. Bardzo silny lek przeciwbólowy. Nie radziłam sobie wtedy już z niczym, zastrzyk przestał działać, a dolegliwości powróciły ze zdwojoną siłą. Przy kolejnym karmieniu było to samo. Moja mama uspokajała mnie jak tylko mogła. Ale i tak trzęsłam się jak galareta, bo przecież zdrowie dziecka jest najważniejsze a ja powinnam przecierpieć, przecież to przejdzie. Wyrzuty sumienia, strach, ból… Oszaleć można! Teraz już nie wiem, czy to faktycznie przez leki, czy przez nieprzespaną noc… Syn przespał od rana do godziny 16 cały dzień. Zjadł solidnie, ale tylko raz około południa. Spał tak długo i tak mocno… Do tej pory jak to wspominam ciarki mnie przechodzą… Mimo tego, że epizod z nerkami zdarzył się jeszcze dwukrotnie podczas całego okresu karmienia piersią, nie dałam się zawieźć do szpitala na żaden zastrzyk. Nerki leczyłam kąpielami, gorącymi okładami, sporadycznie apapem i nospą. Strasznie się cieszę że wtedy nic się nie stało dziecku! Dostałam nauczkę. Z karmienia piersią nie zrezygnowałam.
    Chociaż nie, zrezygnowałam! Ale dopiero gdy syn miał przeszło 20 miesięcy. Wtedy maluszek trafił do szpitala z okropną jelitówką, a ja razem z nim. Mimo tego, że pielęgniarki kazały wręcz dokarmiać piersią, żeby syn się nawadniał, ja widziałam, że jednak mleko mu nie służy i wymiotował tylko bardziej! Bolesny to widok, zwłaszcza że synek nie rozumiał, że nie powinien dostawać mojego mleka. Ja wtedy wiedziałam, że tak będzie dla niego lepiej. Kiedy po 5ciu dniach wróciliśmy do domu, doszliśmy do wniosku z mężem że jest to najlepszy moment, żeby już skończyć karmienie piersią. Decyzja była dla mnie trudna, ale przemyślana. Z sentymentem wspominam ten okres mimo, że kosztował wiele bólu i nieprzespanych nocy. 😀 Teraz mój synek ma już niemal 4 lata, ja jestem w ciąży z córką, którą również zamierzam karmić piersią i nie przyjmuje do wiadomości, ze coś może nie wyjść! :))

    Jest jeszcze tyle rzeczy które bardzo chciałabym opowiedzieć o swoim karmieniu, ale przecież miało być kilka zdań. 😀
    Pozdrawiam serdecznie! <3

  41. Dominik urodził się 3.2.2017 r. Jestem młodą (25 lat) mamą i praktykującą położną jednocześnie. Pracowałam i odbierałam porody do 35 tc – dopiero wtedy odeszłam na macieżyński co jest normalne w UK 🙂 Jako że sama doradzam mamusiom i kobietom w ciąży myślałam że o karmieniu piersią wiem wszystko ! Nie kupiłam ani smoczka, ani laktatora ani butelki – tak będę mamą karmiącą idealną. Ciąża marzenie, poród również. Od 37 tc wyciskałam sobie siarkę do 1 ml strzykaweczek i zamroziłam , miałam chyba 10 tak na wszelki wypadek. Po porodzie synek od razu zassał, jadł idealnie wiec po kilku godz zostaliśmy wypisani. Na następny dzień sutki piekły niemiłośiernie, synek ssał cały czas. Oczywiście utwierdzało mnie całe otoczenie że to normalne, chodź i na następny dzień syczałam jak go przystawiałam. Mały ssał non stop dałam mu smoczek. Na trzecią dobę przyszedł nawał jak się spodziewałam i wtedy już modliłam się żeby chciał dalej ssać non stop ale on wiedział czego chce. Wtedy zaczął się KOSZMAR 🙁 Książkowo nawał powinien trwać do 4-5 doby… Ciekłam z każdej strony, wkładki do piersi wymieniałam co godzine lub częściej. Wszystkie bluzki przemoknięte razem z pościelą… Mama i siostra pocieszały polepszy sie , też przez to przechodziłyśmy. Dominik zapłakany, mleko tryskało mu w twarz i napełniało za szybko jego małe usteczka. Poźniej ulewanie na miare fontanny, zakup kolejnych pieluch i wkładek do piersi wielokrotnego użytku !
    Jedne mamy karmią jak marzenie, drugie „nie mają” a problem nadmiernej laktacji nie jest tak powszechny. Ale karmię już 4 miesiąc , synek rośnie jak na drożdzach . Mleko dalej cieknie, tryska mu w twarz, są wzloty i upadki chyba zależy od tego ile zjem – każda kaloria idzie w pierś 🙂 Więź między nami jest niezwykła. Przy dwóch zapaleniach piersi i nadprodukcji mój mąż jest ze mnie dumny , ciągle mnie podziwia i mówi że nie zna takiej upartej i poświecającej się osoby jak ja, że inna na moim miejscu już by dawno odpuściła . Lekko streściłam , można o tym pisać i pisać 🙂

  42. Moja przygoda jeszcze zanim się rozpoczęła już słyszałam od innych, że nie będę miała pokarmu bo taka chuda jestem, mały biust. Więc już wtedy słysząc takie komenatrze w głowie siedziało pewnie mają rację. Inne mamy pisaly w ciąży że gdzies tam już coś mleczka im poleciało u mnie nic. Zaraz po urodzeniu dziecka synek złapał się piersi. Wtedy nie doświadczona myslalam nir mam pokarmu nic nie leci. Popękane brodawki i ból ale nie dałam za wygraną. Myślę że to rowniez zasługa męża który był moją prywatną „polozna ” ;))) i tak z dnia na dzień było coraz lepiej a pokarmu nagle przyszlo tyle, że wykarmiłabym nie jedno maleństwo :)) potem zaczeło się, chudniesz nie karm, po co wstawać w nocy daj mm itp daj sobie spokój ale ja nie dałam 🙂 obecnie 11,5miesiąca mlecznej przygody synek nigdy nie jadł mm do 6 miesiąca tylko i wyłącznie na.piersi rósł mój mały gigant karmienir piersią to jedna z piękniejszych wiezi jaka łączy mamę i dziecko❤

  43. Mój debiut – mój wielki sukces. Lecz zacznę od początku… Stay strong powtarzałam sobie będąc juz w ciąży. Czytając poradniki dla matek karmiących, książki, blogi – wszędzie mówiono ze nie bedzie łatwo. Juz wtedy powtarzałam sobie ze bede KP pomino bólu jakim mnie straszono. I oto nadeszła ta najcudowniejsza chwila gdy mój największy Skarb Dominik przyszedł na świat. Ze względu na duża masę ciała urodził sie poprzez CC. I wszystko było cudownie, mleko było ( sprawdzane przez położną poprzez ściśnięcie mi brodawki) lecz Dominik bardzo wąsko otwierał buzie i chwytał tylko samą brodawkę ( powstawały na niej pecherzyki powietrza które bardzo szczypały) on ssał – ja cierpiałam ale czego sie nie robi dla maleństwa ❤️ po drugim ważeniu bobaska okazało sie ze spadł z wagi o wiele wiecej niz zakłada norma… Był odwodniony i niedokarmiony.. Powód?? Za mało pokarmu.. Gdy dostał mleko z butelki wypił je w pare sekund a ja miałam łzy w oczach widzac z jaką łapczywością pochłonął 30ml. Ja jako niedoświadczona mama nie wiedziałam, że mam za mało pokarmu, płakałam z rozpaczy ze głodziłam własne dziecko. Musieliśmy zostac w szpitalu, a on musiał byc dokarmiamy co 3 h mlekiem z butelki i oczywiście dostawiany cały czas do piersi. Bolało bardzo.. On ssał a pierś była pusta.. Krew sie lala, pecherzyki wyskakiwały, myślałam ze nie podołam. Ale powtarzałam cały czas stary strong dasz rade. W szpitalu zalecono mi zakupić mleko w proszku i dokarmiać maluszka dopóki nie dostanę nawału pokarmu. Po tygodniu od powrotu do domu Dominik łapał juz poprawnie brodawke a po pęknięciach i bólu nie było juz śladu. Ale Nie tak łatwo jest pozniej zrezygnować z dokarmiania jeśli bobas płacze i nasuwa sie pytanie – a może jest głodny i to co mam dalej mu nie wystarcza? Pomimo przystawiania na okrągło i karmieniu najpierw KP a pozniej butelka on i tak zjadał całą przygotowaną mieszankę… Półtora miesiąca zajęło mi poznanie tego małego Skarba by wiedzieć kiedy jego płacz to ten z głodu, ze zmęczenia, bo chce sie przytulić i byc na rączkach. A KP? Jest teraz jego jedynym pożywieniem, ma 2,5 msc, wazy 6,5 kg w nocy spi po 6-7 h. Mleka w piersiach widocznie mam wystarczajaco dużo 😉 potrzeba było czasu, bólu, dylematów .. Dac mieszankę czy nie dac. Nie chciałam przeciez głodzić mojego synka. Wyszliśmy jednak na prostą. Nie ma nic cudowniejszego jak widok pijącego moje mleczko dzidziula. Te uśmiechy po skończonym jedzeniu świadczące o tym ze jestem pojedzony. Będąc jeszcze w ciąży zakładałam, ze bede KP do 6 msc. Teraz juz wiem ze nasza przygoda potrwa na pewno o wiele dłużej ❤️ najszczęśliwsza na świecie mama Dominika 13.03.17 – Anna 22l.

  44. Droga koleżanko podejrzewam, że jedziemy na tym samym wózku i ciągnęły za sobą całą przyczepę doświadczeń. Jestem mamą niespełna wemiesięcznego Ignasia i 1,5miesięcznego Witka. 18sierpnia 2015 roku rozpoczęła się moja przygoda za KP. Będąc w ciąży nie miałam wątpliwości, co do tego, że będę karmiła piersią, jednak nie sądziłam,że ta przygoda potrwa tak długo. A więc od początku… zaraz po porodzie Ignacy nawet nie podjął próby ssania. Był tak samo wypompowany jak ja. Spał nieprzerwanie 1.5dnia. Mimo prób wybudzania nie szło to dobudzic. Po przebudzeniu zaczęłam przystawiac to do piersi,nieudolnie, jak się później okazało. Bobo ssalo mój sutek a ja nie widziałam aby przelykal mleko. Po kilku godzinach moja brodawka była ognistoczerwona, a ja nie mogłam wytrzymać z bólu. Ostatniego dnia pobytu w szpitalu, do sali weszła polozna by zapytać o samopoczucie i akurat los chciał,ze trafiła na porę karmienia a raczej na jego próby . Oświadczyła, ze źle przystawiac Syna i zademonstrowala jak to powinno wyglądać. Zaciskajac zęby z bólu próbowałam. Zazdraszczajac kobietom z sali poporodowe, które karmily butelka i mi miały takiego problemu. Po powrocie do domu zaczęły się inne. Nawal pokarmu i okropny ból piersi. Mama zademonstrowala mi jak kasować piersi by odciągnąć pokarm ( nie wyobrażałam sobie użycia laktatora przy tak poranionych brodawkach). Siedziałam i ‚wylam’ z bólu. Nie chciałam karmic piersią – jednak coś z tym nadmiarem pokarmu musiałam zrobić. Kapusta, przystawianie Ignacego do piersi,masaże i odciaganie. Jako, ze miałam bzika na punkcie zdrowego żywienia,nie wyobrażałam sobie podać MM . Tak więc, gdy chciałam wyjść i okazywało się , ze mam za mało odciagnietego mleka musiałam znaleźć zastępcze rozwiązanie. Przekonując Internet trafiłam na bloga młodej mamy i przepisy na mleko ryżowe , sojowe czy migdałowe. Ja i Ignacy byliśmy i jesteśmy ze sobą związani , każde karmienie było celebracja , cieszyła nas ta chwila. I tak rok czasu ‚karmilismy się piersią ‚. Tuż po pierwszych urodzinach Ignasia okazało się , ze jestem w drugiej ciąży. Co teraz ? Teorie moich babć i teściów na temat tego, że nie mogę karmić bo… mogę poronic, ze dziecko urodzi się chore , ze ignas zabiera braciszkowi składniki odżywcze. I cała masa innych teorii wyssanych z palca. Zaczęłam przeczesywac Internet w poszukiwaniu informacji na temat karmienia piersią podczas ciąży. Znalazłam wiele artykułów, które wskazywały na brak przeciwskazan. Jednak jak wiadomo ‚ doktor Google’ niezawsze jest wiarygodnym źródłem informacji. Po konsultacji jeden z lekarzy kategorycznie zabronił mi karmienia piersią . Z racji tego , ze w ciąży byłam pod opieką dwóch lekarzy , o opinię zapytałam drugiego. Nie widział żadnych przeciwskazan . Hurra! Chciałoby się krzyknąć . Możemy się dalej karmić ! – zaraz ,zaraz przecież on ma ponad rok. Jest za duży! Jak Ty chcesz go zostawić na czas porodu, jak on nie przesypia całej nocy i budzi się na karmienie!-zaczęły się spekulacje. Dla mnie nie był za duży , był nadal moim małym synkiem i jedyne czego sobie wtedy nie wyobrażałam to zostawić go na dwie doby. Byliśmy nierozlaczni. Przynam , ze chodziły mi po głowie myśli , ze powinnam to odstawić , jednak za chwilę myślałam sobie , ze mamy na to sporo czasu . Najpierw nauczyliśmy go przesypia cala noc w łóżeczku jednak poranki były nasze. Jak to mówi tato ” cyckalismy się ” nawet 1.5h. Nie było to karmienie raczej potrzeba bliskości. Mojego mleka w piersiach była znikoma ilość. I tak o dkladajac odstawienie w nieskończoność nadszedł czas porodu. Jadąc do szpitala ze skurczami, płakałam, ze zostawiam ignaca w domu. Karmienie drugiego glodomora nie było problemem, od razu po porodzie zaczął ssać pierś . Ignacy podaczas mojej nieobecności był bardzo dzielny , wydawać by się mogło ze zapomniał o cycu , bo ani słowem o nim nie wspomniał . Jednak po powrocie do domu, gdy zobaczył brata przy piersi był zazdrosny . Też chciał . Mimo oporów taty dałam mu pierś. No i znowu się zaczęło… Po co mu dałaś ?! On tego nie potrzebuje ! Jest za duŻy! A co jak zabraknie Ci pokarmu ? -Chwila! Karmienie piersią jest sprawa tylko moja i ignaca , a wlasciwie moja, ignaca i Witka . Wiedzialam , ze moze byc tak , ze zabraknie mi pokarmu i nie obędzie się bez naszych łez. Jednak te obawy się nie potwierdziły. Mam bardzo dużo pokarmu , właściwie oprocz moich chłopaków wykarmilabym Jeszcze dwójkę dzieci. Pojawiły się jednak inne problemy Ignacy przestał jeść bo z powodu mojego bólu piersi , nawalu pokarmu a co za tym idzie częstego przystawiania obu synów do piersi na okrągło siedział przy piersi. Zaczęło pojawiać się zapalenie piersi. Mimo moich wcześniejszych obaw dotyczących laktatora spróbowałam odciągnąć nim pokarm , okazał sie byc bardzo przydatny bo jednorazowo bylamw stanie odciaganc ponad 200ml mleka mimo wcześniejszego przystawiania do piersi ignaca czy Witka. Tak więc mój nawal pokarmu przerodzić się w kolejny problem i okazało się ze Ignacy żyje tylko na moim mleku, suchej bułce i energii słonecznej. Zaczął być niejadkiem przez co pierś musiałam mu ograniczyć do minimum , mianowicie do dwóch razy dziennie , przed spaniem popołudniowy i nocnym. Nie obyło się bez płaczu i furii. I znow sie zaczelo… – po co mu dajesz ?! On jest za duży ! Będzie chory. No pomyśl… nic poza cycem nie chce jeść . Sama mu robisz krzywdę.
    Brak wsparcia i zrozumienia boli chyba najbardziej w takich chwilach. Szukając wsparcia trafiłam na fenomenalny blog mataja.pl o ciąży i r odzicielstwie oparty na dowodach naukowych. Dzięki temu blogowi dowiedziałam się , ze nie istnieje górną granicą wieku ,do którego mozna karmic piersią,najczęściej dzieci między 2 a 3 rokiem życia same rezygnują z piersi ,a naturalny dla czlowieka okres na odstawienie od piersi jest między 2,5 rokiem a 7 rokiem życia. Znalazłam tam też potwierdzenie tego co do tej pory podpowiadala mi intuicja , nie ma żadnych dowodów na to by długie karmienie piersia miała szkodliwy wpływ na psychikę człowieka, za to jest bardzo duŻo dowodów na to , ze karmienie piersia niezależnie od wieku dziecka jest zdrowe.
    Karmienie piersią stało się dla mnie i dla ignaca uzależnieniem. Uzależnieniem od bliskości i jego poczucia bezpieczeństwa. Mimo wielu przykrych słów jakie usłyszałam z tego powodu jestem dumna z tego,ze tak długo go karmię, ze dzięki temu wytworzyła się między nami tak silną więź. Uwielbiam karmic, dzieki temu czuje sie spelniona mama, będę to robić tak długo , jak moje dzieci będą tego potrzebowały . Decyzje o końcu tej przygody pozostawiam tylko nam.

  45. Hej, czytając ten wpis, trochę mogę sie z Tobą utożsamic co do karmienia piersią. Zacznę od początku, czyli od momentu kiedy bylam jeszcze w ciąży. Od razu postanowiłam, ze karmie piersia minimum do szóstego miesiaca życia dziecka… Wszystkim w kolo mówiłam, ze bede karmic piersia, zaczęłam interesować sie tym tematem i pytałam znajomych jak to u nich wyglądało, no i zaczelo sie, zlote rady… A wez sobie kup w razie co mleko, jak nie będziesz miala pokarmu, a moze dziecko sie nie najadac i będziesz musiala dokarmiac, wszystkim w kolo dalej twardo twierdzilam, ze nie, ze ja bede karmila tylko i wyłącznie piersia, to spotykalam sie z komentarzami, a zobaczymy czy będziesz taka mądra, ja tam Ci nie bronię ale na pewno nie dasz rady itp., itd.. Urodził sie mój synek, pierwszy komentarz mamy co do karmienia, dziecko pilnuj sie tylko co jesz by maleństwo kolek nie mialo, mowie dość, dajcie mi spokój, bede robila co chce i jadla tez to chce- i tak jest do dzis. Jaka dumba z siebie bylam w tych pierwszych dniach, ze moje dziecko je tylko z piersi i sie raczej najada bo przecież placze jak jest glodny a jak zje to spi. Byl trzeci dzień po porodzie, oczywiście nawal, tutaj zaluje, ze nie poradziłam sie specjalisty bo pewnie by nie doszlo do zapalenia. Niestety zle musialam odciagac badmiar mleka tzn za malo, no i humor i mina mi zrzedla, strasznie sie denerwowalam a przy tym denerwowal sie moj synek, nie chcial ssac więc zaczelam sie stresować, co na pewno i on to wyczul. Plakalam strasznie bo nie dość, ze mnie bolalo, on nie mogl ciagnac bo mialam za bardzo nabrzmiale piersi i tutaj byl moment kulimanycjny, gdby nie moj partner moze bym sie poddala, mowie do niego jedz moze po mleko to dokarmie malego, a on do mnie, jak uwazasz, ale pomysl, masz tyle mleka, a Ty chcesz kupic i karmic sztucznym? Poczytajmy co trzeba zrobic, zadzwonmy, umówmy sie z kims kompetentnym to na pewno da sie rozwiązać. Jak to mowil mialam az szklanki w oczach, zal do siebie ze chce sie poddac, przyznalam mu racje, przeczytalismy co mam zrobic, umowilismy sie z cdl i wszystko minelo. Karmie juz drugi miesiac, moj synek co prawda jest ciagle przy piersi, ale ja uwielbiam to, bo wiem, ze ten okres szybko minie i nim sie obroce będzie biegal z dala od nadopiekujnczej mamy. Dlatego chce powiedzieć, ze gdyby nie moj partner, no i wiadomo moje postanowienie pewnie bym juj kupowala mm, a tak to dumnie karmie malucha. A jaka mam radosc i satysfakcje jak widza i pytają mnie Ci o karmienie, co od początku stawiali na przegrana sprawę, a teksty ze sie nie najada bo jest ciagle przy piersi latwo juz dissuje.
    Pozdrawiam wszystkie mamusie karmiace, buziaki dla Ciebie.

  46. Pierwszego synka karmiłam przez 2 lata i 3 miesiące, był to cudowny czas kiedy czuje się bliskość nie do opisania, myślę, że rozumieją to tylko matki 😉 Za dwa miesiące spodziewamy się kolejnego synka i mam nadzieję, że nasza droga mleczna będzie równie owocna, ale początki niej wyboiste. Tak, tak na początku nie było super różowo. Zaraz po porodzie maluszek był zmęczony (niedzielny chłopak 🙂 ) ale w końcu się przyssał, było dobrze, aż do kryzysu drugiej/trzeciej doby, kiedy piersi nabrzmiały i ciężko było mu chwycić brodawkę, opadłam z sił, przyszło załamanie i burza hormonów dała o sobie znać. Z pomocą przyszedł mąż ( o tak, tak !) a dokładniej z rozsądkiem podszedł do sprawy i poradził, abym szukała pomocy u pani ze szkoły rodzenia, więc zadzwoniłam…okazało się, że ma infekcję, ale kogoś przyśle, no i przysłała panią, która pokazała w jakie inne sposoby przystawić dziecko, aby było łatwiej nie i jemu, udało się poczuła ulgę, piersi nie bolały, mały najedzony przestał płakać (i ja też). Oczywiście nie obyło się bez poranionych brodawek, ale zaciskałam zęby i karmiłam dalej. Później przyszła bardzo silna i dłuuuga żółtaczka, gdzie musiała odciągać pokarm, podgrzewać, a następnie chłodzić do optymalnej temperatury. Daliśmy radę żółtaczka minęła. Przyszła kolej na kolkę, która trwała 6! miesięcy, wielu było doradców typu: odstaw dziecko, przejdź na mleko modyfikowane, to przez dietę. Może i przez dietę pomyślałam, więc był czas kiedy jadłam bez mała tylko sucharki i piłam wodę,ale i to przetrwaliśmy. W końcu zaczął się czas najcudowniejszy, oboje (ja i maluszek) uwielbialiśmy wspólne chwile karmienia piersią. Synek nie lubił smoczków, ani dopajania wodą, czy czymkolwiek innym. Życzliwi dogadywali „ile jeszcze będzie ciągnął tego cyca?!” ale ja dalej robiła swoje i serduszko pękało, kiedy musiała po ponad 2 latach odstawić pierworodnego, bo trzeba było zacząć się przygotowywać do przedszkola. Jednak były to najcudowniejsze chwile, mam nadzieję, że droga z kolejnym dzieckiem będzie łatwiejsza i równie wspaniała. Dla wszystkich karmiących mam – wytrwałości!

  47. Było ciężko. Jak tylko zaszłam w ciążę kombinowałam co tu zrobić by odeprzec nacisk mamy i teściowej na karmienie piersią. Nie chciałam. Uwazalam ze to nie dla mnie, ze bedzie mnie to denerwowalo, ograniczało, że lepiej już dawać to mleko w butelce choć z tyłu głowy odzywal się jakiś głos ze przeciwciała, że odporność, że wszystko co najlepsze jest w mleku matki. Jednak głos ten nie był na tyle silny i z uporem wyczytywalam jakie mleko modyfikowane jest najlepsze, najzdrowsze i jaką butelką karmić najlepiej. Nie mialam tez odwagi przyznac sie przed spoleczenstwem ze nie bede karmic piersia i koniec. No i nadszedl ten dzien. Stawilam sie do szpitala na umowione cc. Po kilku godzinach uslyszalam placz mojego syna i w tym momencie poczulam ze jesli moge mu cos dawac w tych pierwszych chwilach życia to właśnie moje mleko i idącą za tym bliskość. Przystawili mi go na chwilę – zassał tylko troszkę i na całą noc trafił do inkubatora a ja ze łzami w oczach patrzylam jak kobieta obok cala noc karmila swoja córeczkę. Dalszy schemat jest znany – z inkubatora wrócil napojony mlekiem z butli tak, ze o cysiu nawet nie myslal. Nie umial zlapac, plakal a ja z bezsilnosci sama prosilam o ta butelke. Ostatniej doby polozna zalecila nakladki. I zaskoczylo. Pozniej Syn wisial ciagle a ja plakalam ze juz nigdy z domu nie wyjde, latalam wyparzac nakladki i przeklinalam w myslach kazda sekunde mojego karmienia. Az przyszedl magiczny czas w ktorym zrzucilam nakladki a moje dziecko nie protestowalo, przestal wisiec tylko usmiechajac sie do cysia szybko zajadal i wracal do zabawy. Bylo ciezko. Nie obylo sie bez zapalenia piersi, wizyt certyfikowanej doradcy laktacyjnej, łez, skoków rozwojowych i innych trudnych chwil. Nie pomagala mysl ze za pasem ślub i wesele a dziecko przy piersi. Ale karmimy się i nie zamierzamy przestawać. Jest to najcudowniejszy czas w moim życiu i uwielbiam tą świadomość że potrafię wykarmić swoje dziecko. Kubuś ma 13 tygodni i waży 7370 i razem mowimy wszystkim przyszlym i obecnym matkom że karmienie piersią choc moze nie od razu – jest cudowne 🙂 – Asia 26l

  48. Chyba nie ma kobiety, która nie miała żadnego problemu z karmieniem piersią, nawet malutkiego. Jak jeszcze byłam w ciąży to karmienie piersią wydawało mi się takie proste, tym bardziej, że na wszystkich broszurkach i w czasopismach były piękne zdjęcia z uśmiechniętymi mamami z dziećmi, które spokojne ssały pierś i w uroczy sposób ja trzymały (ja musiałam czekać 2 miesiące żeby móc mieć takie zdjęcie :-P).
    W szpitalu byłam na sali pięcioosobowej i tylko jednej z nas karmienie w miarę szło. Jedna nie miała pokarmu, inną strasznie bolały sutki, jeszcze innej dziecko w ogóle nie chciało ssać. Problemy się przeplatały, a mnie przypadły płaskie brodawki. Mała nie umiała złapać mojej piersi i strasznie płakała. Co zmiana położonych to dostawałam inne rady. Teraz widzę (gdy już sporo dowiedziałam się na temat karmienia piersią), że cała masa porad od położnych była zła. Karmiłam przez kapturki podszczykiwane mlekiem modyfikowanym. Mała była kilka razy dokarmiona butelką. Żałuje tej swojej niewiedzy na początku macierzyństwa i ślepego zawierzenia położnym. Na szczęście w dzień naszego wypisu trafiłam na naprawdę dobrą położna, która poświęciła nam dużo czasu, dała sporo rad (dobrych!). W sumie to dzięki niej wyszłyśmy normalnie ze szpitala. Neonatolog nie chciała nas wypuścić, ponieważ córcia nie przybierała na wadze, ale owa położna poprosiła lekarkę o jeszcze kilka godzin. Powiedziała, że z nami posiedzi, popracuje i Mała na pewno przybierze. Tak też się stało. Miałam ochotę wycałować tę dobrą kobietę. Po powrocie do domu karmiłam już bez większych problemów, pokarmu miałam tyle, że mogłabym wykarmić pół wsi, a na nocne karmienie nie budziło mnie dziecko, a moje bolące, przepełnione piersi. Czasem Bąbel płakał strasznie przy piersi, a ja zachodziłam w głowę co jest. Pokarmu miałam mnóstwo, a Mała była ewidentnie głodna. Po kilku tygodniach dopiero doszłam do tego (brawo ja :P), że moje dzieciątko nie przepada za lewą piersią i po prostu chce jeść z prawej.
    Córeczka jest małym cyckoholikiem i ma już 6 miesięcy, karmimy się wszędzie i nie zamieramy przestawać :).

  49. Mnie przygoda z KP czeka za kilkanaście dni.
    Szczerze?
    Bardzo się tego obawiam ze względu na moje otoczenie. Wiele z moich koleżanek opowiadało mi o swoich problemach z karmieniem ”nie miałam pokarmu”, ”nie najadał się”, ”to było zbyt męczące i bardzo bolesne”, no i masz tu babo placek bo jak przy takich opiniach być dobrej myśli…?!
    Jednak UWAGA! Jestem dobrej myśli!
    Moja szwagierka karmi już drugie dziecko…i to ona ”zaszczepiła” we mnie przekonanie, że to najlepsze co mogę dać swojemu dzidzisiowi. 🙂
    Chociaż mam świadomość, że może nie być łatwo to systematyczność, wytrwałość i wiara w to, że razem, z rzeką mleka maluch nabiera odporności i zdrowia na pewno dodadzą mi siły.
    Wierzę, że to najlepszy możliwy start dla Naszej dwójki 🙂 Oraz fajny sposób na pogłębianie bliskości <3

    A dlaczego ja?
    Być może ten start będzie łatwiejszy z pomocą takiej nagrody. W końcu początki z odkrywaniem kobiecości są najtrudniejsze.

    Pozdrawiam

  50. Ostatni dzień ale może sie uda 🙂 Jak to było u nas? Na początku bóle brodawek, chciałam krzyczeć, pojawiła się krew. Wracając do domu wszystko sie zmieniło karmienie bylo wielką przyjemnością, niestety pewnego dnia jedna pierś bolała mnie niemiłosiernie okazało sie że mam zastuj, wyczulam guzki pod pachą myslalam juz o najgorszym ale to było przez zatrzymanie sie mleka z kanalikach mlecznych pomogly gorace strumienie w prysznice.. Ohh co to byla za ulga teraz dalej cieszymy sie karmieniem i mam nadzieję ze wiecej przygód nas nie czeka 🙂 trzymam kciuki

  51. Witam Cie 🙂 opowiadając moją historię muszę sięgnąć pamięcią prawie 8 lat wstecz, ponieważ to właśnie wtedy zaczęła się moja pierwsza przygoda z KP,już będąc w ciąży z moją pierwszą córką wiedziałam, że chce karmić piersią. Muszę tu wspomnieć o porodzie bo ma on bezpośredni związek z późniejszymi zdarzeniami, mianowicie sam poród nie był taki straszny jak wszyscy mnie przestrzegali, ale podczas porodu lekarz naciął mi krocze, niestety nacięcie było bardzo duże bo aż na 7 szwów! i bardzo bolesne, już w pierwszym dniu po wyjściu ze szpitala szwy rozerwał się przecinając mi skórę, więc pojechaliśmy do szpitala na ponowne zszycie rany..i tak 3 razy! 3 razy szwy pękały, a my jeździliśmy na ponowne szycie, ból…łzy…nieostrożność..i masz! zawiało mnie i dostałam zapalenia piersi!do tej pory wszystko szło jak po maśle,mała pięknie ssała pierś,choć sutki były tak obolałe, że jak ją karmiłam to siedziałam na jednym pośladku ( bo aż do drugiego sięgała rana po nacięciu ) kiwając się z bólu a z sutków lała mi się krew..a później ropa – ból nie do opisania! ale wiedziaam, że muszę to przetrwać! Niestety zapalenie było tak duże, że musiałam zażywać antybiotyk i jeden z lekarzy ( idiotów jak się okazało ) kazał mi wstrzymać karmienie na czas zażywania antybiotyku a dziecku podać MM, i co zrobiłam.. ja wtedy 21 letnia ( teraz myślę dziewczynka ) posłuchałam go i odstawiłam ją od piersi podając MM, przez ten czas pokarm częściowo zanikł i później karmiłam MM a dokarmiałam piersią…zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd i jak tylko będzie mi dane być drugi raz w ciąży to nie popełnię tego samego błędu. I tak się stało, 7 tygodni temu na świecie pojawiła się moja druga córeczka, i tym razem wiedziałam, że ze wszystkich sił będę walczyć o KP! Przygotowałam sie do tego już w ciąży, dla pewności spotkałam się z doradcą laktacyjnym, kupiłam naturalne maści na sutki i najważniejsze nie odstępowałam córki w szpitalu na krok, pilnując żeby nikt nie podał jej MM, inne matki po porodzie chciały odpocząć i oddawały dzieci na noc do pielęgniarek, ale przecież dzieci coś musiały jeść, więc one je dokarmiały, w życiu pomyślałam! ja jej nie oddam!I tak w sobotę minęło 7 tygodni jak jesteśmy razem i całe 7 tygodni KP!owszem bolały mnie sutki!ale przetrwałam to! i wiesz co jestem z siebie dumna! bo wiem, że mam cos czego nikt nie jest w stanie jej dać, to nie tylko pokarm, to bliskość i miłość jaką jej daje podczas KP! i choć czasami jest ciężko to nie zamieniłabym tego za nic w świecie!!!Jestem dumna z tego,że karmię piersią!:)

  52. Pamiętam początki ciąży strach łzy a potem ekscytacje i czytanie wszystkiego co się nawinęło. Pamiętam 1000 złotych rad nazywanych przez mojego ginekologa mitami, nie wyglądaj przez dziurkę bo będzie zez, nie przechodź pod sznurami, bo owinie się pepowiną, nie przestrasz się bo znamię. Z tego wszystkiego najbardziej bałam się karmienia. Bałam się że nie dam rady, że nie będę mieć pokarmu, że mam za małe piersi i nie „wykarmię”. Strach mój potęgowała świadomość że moja mama mająca 4 dzieci wszystkie karmiła butelką bo tłumaczyła że nie miała pokarmu. Balam się że powtórzę jej los. Wręcz byłam tego pewna. Geny wiadomo. Myślałam sobie „Boziu choć pół roku bym chciała pokarmić maluszka”. Synek urodził się tydzień po terminie, siłami natury. W szpitalu który wybrałam duży nacisk kładło sięna kontakt skira do skóry” od razu po porodzie zabim nawet dziecko zostanie umyte i przebrane. Wtedy też była dla mnie chwila prawdy pół godziny po porodzie położna przystawiła mi Kacpera do piersi. Nigdy tego nie zapomnę. Mąż był wtedy z nami a mały głodomorek jak się przyssał to na amen Jakby robił to całe życie. Od tej pory systematycznie co 2 godziny. Nie mogłam się nadziwić skąd On to umie. Wróciłam do domu dziwili się wszyscy „Skąd ty masz pokarm takie chuchro?” Najgorsze było to wstawnie po 10 razy w nocy, ale spaliśmy razem i przetrwaliśmy i to zmęczenie i czasem ból piersi. Pół roku minęło błyskawicznie, myślę sobie „pokarmimy sie do 1 urodzin”… Zleciało, a niech to 1.5 roku wystarczy. Minęło. No dobrze 2 lata i basta. Teraz ma 2.5 roku i zanim oko otworzy rano słyszę „mama cycać”… Co robić? Nie mam sumienia smarować solą, pieprzem czy octem. Kolejne dobre rady „życzliwych”. Czekamy teraz na drugiego dzidziusia. Czy historia się powtórzy, nie mam pojęcia? Czasamu orzed snem myślę sobie po cichutku „Boziu choć pół roku”

  53. U nas karmienie piersią wygląda nieco inaczej. Wszystko pięknie. Na razie. Odpukać w niemalowane, wypluć przez prawe ramie itd. Maluszek bez problemowo ssie cycusia od samego początku. Boląca brodawka towarzyszyła nam tylko przez 3 dni w szpitalu. Ale, ale… Mieliśmy jedną sytuację, w której mogło się to skończyć. Obudziłam się rano z ogromnym bólem zęba. (Wiecie jak to jest jak po porodzie nie bierze się paracetamolu, ale przy bolącym zębie nie można wytrzymać? Co gorsze? Poród czy ból zęba? 🙂 Szybko zadzwoniłam do dentystki, żeby mnie przyjęła. Udało się. Odciągnęłam pokarm. Pojechałam. Pech chciał, że w jednym dniu miałam dwóch lekarzy. Dentystkę i dermatologa. Dermatolog miał 1,5h spóźnienia… Szlak. Jak poczekam to będę mieć z głowy, jak nie to kolejna wizyta za miesiąccccc! Czekam. W tym czasie trzecia butelka poszła w ruch. ( w sumie nie było mnie 5 godzin). Wróciłam. Chce dostawić. Łapie, wypluwa i płacze. Nie jest głodny? Już pora… nie jadł 4 godziny, Okruszek miesięczny ! Łapie, wypluwa i płacze… Cholera. Nie leci tak szybko jak z butelki. W biuście czuję pustkę. Dziecko nie chce jeść… mm nie mam i mieć nie będę. Telefon do przyjaciółki. Co robić? „Przyjedz po elektroniczny laktator. Odciągniesz, uśpisz, w nocy dostawisz to złapie przez sen.” Zaproponowała, a ja posłuchałam. Dzięki Bogu. To samo pytanie chwile wcześniej zadałam mojemu lubemu. Co robić ? ” Pojade po mleko modyfikowane. Musi coś zjeść. Nie przejmuj się jak przestaniesz karmić”. Nie przejmuj się jak przestaniesz karmić?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!?!?! Grunt to wsparcie. Zwłaszcza w tak ważnej sprawie jak KP. Od tej pory sytuacja się nie powtórzyła. I mam nadzieję – nie powtórzy. A co do tego jak ludzie reagują na kp, to chyba najbardziej bolą mnie prośby TEŚCIÓW, żebym wyszła… No ale. Chyba taka rodzina… życzę każdej kobiecie KP samych sukcesów i dążenia do celu ! Zwłaszcza, jeżeli nie jesteście otoczone wsparciem !

Zostaw Komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.

Facebook